Krótka migawka z porannej "przebieżki" w parku.
Miło mi donieść, że rośnie nam nowa kadra piłkarska! - oto siła inspiracji igrzyskowej.
Widziałam dziś na własne oczy bodaj trzyosobową mini-drużynę przyszłych pierwszoligowych zawodników, ledwo odstawali od ziemi (tak na moje wprawne oko mieli mniej więcej po 2-3 lata, słabo to jeszcze chodziło...), ale już odziani fachowo w biel i czerwień - obłędnie wyglądały te krasnalki! - i trenowali ostro od rana! Mieli profesjonalną mundialową piłkę (tę uroczą, z kolorami Polski i Ukrainy) i wkładali wiele zapału w ideę trafienia nóżką w podstępnie uciekającą piłę. Obok trenował starszy rzut kadry: dwóch młodzianów tak mniej więcej ok. 5-6-letnich. Jeden owszem, ojczysty, ten drugi - niespodzianka! nosił dumnie koszulkę z napisem PORTUGALIA. Ale czyje nazwisko na plecach - tego już nie zdążyłam dopatrzeć, bo biegłam...
Trenują też sędziowie, proszę państwa! Serce rośnie kiedy się to widzi. Dwóch panów w wieku trochę bardziej dorosłym, tym razem odzianych w wytworną czerń, biegało szlachetnym truchtem mijając mnie na alejkach. Miło wdzieć aktywność narodu na świeżym - ekhem!... - powietrzu w sobotni poranek.
Ale tu wracam do meritum moich zapisków. Czy wiecie, że człowiek i ptak to jedyne zwierzęta (excusez le mot), które reagują na rytm? Czyli słyszymy, odbieramy i - mimowolnie najczęściej dostosowujemy się do niego, zwłaszcza kiedy jest jednostajny i miarowy. Idea tańca, dyskotek, pogowania na koncertach - to wszystko bierze się stąd. Że jesteśmy w stanie odbierać rytm i lubimy się z nim "zestrajać". A praca fizyczna przy śpiewie? Shanty na morzu i murzyńskie pieśni pracy? To samo. Każdy naród zresztą miał takie monotonne, rytmiczne zaśpiewy, pomagające przy pracy. Proszę sobie kiedyś posłuchać na przykład paru utworów gruzińskiego chóru Rustavi, polecam gorąco! Cudo.
To kolejny temat-rzeka, dziś chciałam tylko go zacząć. Bo zawsze rano zastanawiam się przed bieganiem: czego by tu posłuchać? I jednak zazwyczaj wygrywa coś w miarę rytmicznego, ale nie monotonnego (Steve Reich tutaj jak dla mnie odpada...), w miarę angażującego myśli, chętnie z minimalnie przyjaznym tekstem (obojętne czy po polsku czy angielsku), coś do mnie mówiące ale nie wymagające zbytniego wysiłku intelektualnego. Dużo wymagań, prawda? Ale jest kilka opcji i jestem pewna, że każdy ma swoich faworytów. Jak dla mnie dziś na przykład wygrał Rod Steward z jedną ze swoich płyt "The Great American Songbook", spełnia wszystkie moje wymagania. No, poza tym, że jednak muszę stosować płodozmian, bo dosyć szybko znam go na pamięć i wtedy się nudzi. A wtedy i bieganie bardziej męczy...
To jest jest nasza specyfika fizjoligiczna: najczęściej podświadomie dostosowujemy tempo ćwiczeń (biegu, skłonów, wymachów, cokolwiek tam trenujemy) do tempa muzyki słyszanej w danym momencie. I na tym bazują wszelakie zajęcia fitnessu, aerobiki, stepy etc. etc. I słusznie! - to łatwa i przyjemna metoda regulacji tempa zajęć.
Muszę kiedyś sprawdzić Mozarta i Beethovena. Chłopaki pisali mnóstwo rytmicznych rzeczy; problem dla mnie tylko w tym, że słucham ich zawsze o wiele zbyt świadomie i cokolwiek będę miała w uszach z "klasyki" to może mnie zająć na tylu poziomach, że zapomnę w ogóle ruszać nogami... Albo zasłucham się tak dogłębnie, że zaliczę bliskie spotkanie z drzewem albo ławeczką. Już mi się zdarzały taie rzeczy, kiedy nie obudziłam się wystarczającą ilością kaw przed startem... Ale kto wie, może kiedyś spróbuję?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz