Mam zadanie przed
sobą: przygotować CD z repertuarem na klarnet dla dziewczynki w wieku ok. dziesięciu
lat, na wakacje. Dziewczynka chce się zacząć uczyć grać na klarnecie i jest bardzo
fajnie do instrumentu nastawiona, ale sama przyznała, że wprawdzie wie jak
klarnet wygląda, ale jego dźwięk zna no, tak mniej więcej. Aaaaaa – mnie tylko
tak powiedzieć! Zakasuję od razu rękawy i ruszam w stronę mojej zasobnej półki
z klarnetowymi skarbami. Mam w czym wybierać, więc siedzę też sobie miło w wieczornym
zaciszu domowym i serwuję sąsiadom (upał! Otwarte okna zapewniają doskonały kontakt
akustyczny z otoczeniem...) śliczności repertuarowe. Bo też, proszę państwa,
klarnet klarnetowi nierówny! Po pierwsze, zacznijmy od tego, że repertuar jest
bardzo zróżnicowany i nie wszystko nadaje się dla młodych i nieosłuchanych
uszu. Niektóre – nawet obiektywnie przepiękne rzeczy – po prostu wymagają
dojrzałości muzycznej, jakiegoś doświadczenia, nawet i po prostu wieku.
Zdarzają się, rzecz jasna, małe talenty (na przykład te osłuchane już wcześniej
na naszych zajęciach...), które bezbłędnie odbiorą najbardziej wymagające
style, ale na początek bezpiecznie jest jednak poruszać się w sprawdzonych
ramach. Jako muzyk ja z kolei niekoniecznie zgadzam się z niektórymi
wykonaniami więc też selekcjonuję dobór utworów subiektywnie i tendencyjnie, cóż,
prawo selekcjonera!
Lista mi się
pomału zawęża. Ech, jakie smaczności, sama sobie zrobię kopię tego CD do miłego
słuchania dla przyjemności, w upalne letnie wieczory. Ciekawe dlaczego nie wpadamy
na tak proste pomysły sami z siebie, tylko trzeba dydaktycznego zamówienia, żeby
człowiek zrobił sobie także taki mały muzyczny prezent?
A zatem, na płycie
znajdą się na pewno:
- prześliczne nagranie Scaramouche Dariusa Milhaud’a z orkiestrą, to rewelacyjny energetyczny utwór, tętniący kolorami brazylijskiej samby i lekko jazzujących melodii. W sam raz na otwarcie lata i płyty.
- coś z żelaznej klasyki, może niekoniecznie Mozart, jako że dziewczynka ma już w domu – wiem –słynny Koncert A-dur, zna, słucha, więc nie ma potrzeby powtarzać. Ale może Brahms? Coś z boskiego Kwintetu, chyba się nie powstrzymam, ech... Pewnie druga część, chociaż właściwie każda nuta Brahmsa jest obłędna. Tylko, że na „składankowe” CD nie zmieści mi się całość.
- prawdopodobnie przemycę także coś błyskotliwo-popisowego, jakieś fajerwerki fantazji na włoskie tematy operowe: wdzięk melodyjności Włochów z szaleństwami wariacyjnymi instrumentu. Taka na przykład La Sonnambula Vincenzo Belliniego w opracowaniu L. Bassiego na dwa klarnety, w tym jeden piccolo. Musujące kaskady dźwięków. Urocze. Daję.
- nie ma klarnetu bez klezmerów! Wstawiam zatem Hassidic Dance Abrahama Ellsteina z bardzo interesującej płyty „Klezmer Concertos and Encores” z Davidem Krakauerem, orkiestrową fantazję z solowym klarnetem na tematy klezmerskie.
- a jeśli klezmerzy to musi, po prostu musi także być chociaż jedna część z Dream and Prayers of Issac the Blind na klarnet z kwartetem smyczkowym Osvaldo Golijova. Grałam to na jednym z dyplomów w Kanadzie i uwielbiam, zawsze mnie jeszcze łapie za serce.
- na pewno wejdzie także coś klasyczno-jazzowego, w końcu nie może być płyty klarnetowej bez Benny’ego Goodmana. Air Mail Special, specjalnie dla młodej klarnecistki. Zrobione.
- jeśli już jesteśmy przy jazzie to na zakończenie zabawny drobiazg na 5 klarnetów z blyskotliwej płyty „Blues for Sabine”, z Sabine Mayer i Eddie Danielsem. A Little History Steve Gray’a, to będzie świetne zakończenie tej klarnetowej mini-podróży, z humorem i fantastyczną energią.
Klarnet na lato.
To dobry pomysł. Powinnam na zakończenie wstawić Polkę Dziadek z „Lata z radiem”, ale wobec oczywistego sezonu na popularność tejże pozycji myślę, że mogę ją pominąć. I tak będzie ją wszędzie słychać!
Posłuchajcie sobie dobrego klarnetu w najbliższych dniach. Na upalne dni jak
znalazł.
![]() |
| fot. Alvise Valier |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz