Kiedy się mieszka
w Krakowie przed Euro 2012 nie sposób zignorować tego jakże ogólnopolskiego
wydarzenia. Może nie jest to stricte wydarzenie muzyczne, ani nawet – ufff – kulturalne, ale przecież dotyczy tak wielkiej
części społeczeństwa, że każdy mimo woli jakoś to zauważa. Daleka jestem od
entuzjazmu mundialowego, piłka nożna nie jest raczej moją życiową fascynacją,
ale też nie chcę bynajmniej psioczyć na igrzyska a raczej docenić ich dobre
strony. Czemu nie?
W kontekście
muzyki... No cóż, narażę się pewnie części społeczeństwa kompletnym brakiem sentymentu
dla piosenki z kurzym odgłosem w tytule. To niewypał. Strasznie męczący do
tego. Ale ta część społeczeństwa, która głosowała „za” wspomnianą produkcją akustyczną
nie czyta na pewno mojego bloga, więc i tak nie ma strachu. Natomiast jakoś
jednak rozczulają mnie emocje kibiców, cóż z tego że wyrażane na różnym
poziomie obycia cywilizacyjnego? Człowiek potrzebuje emocji! – a że wrócę na
moje poletko, czymże jest ostatecznie muzyka, jeśli nie wyzwalaniem tychże, za
pomocą sprawnego i inteligentnego manipulowania dźwiękami? Ludzie mnie
interesują, tak w ogóle, więc zjawisko tłumu, a zwłaszcza radosnego tłumu (miejmy
nadzieję...) nie jest mi tak całkiem niemiłe. (Chociaż sam tłum per se to zupełnie
nie moje środowisko, oj... )
Ciekawi mnie
osobiście zapowiadany dwunastominutowy spektakl na rozpoczęcie Euro na
stadionie w Warszawie. Główną gwiazdą muzyczną ma być... ha, Chopin, jak
wiadomo. Nnnno, ciekawe jak sobie Marco Balich poradzi z takim wyzwaniem!
Chopin w kontekście piłki nożnej, to pomysł tyleż odważny co z drugiej strony banalny
w kraju takim jak Polska – bo jak nie Chopin to kto, właściwie?... Sama jestem
ciekawa jak Fryderyk obroni się przed masowym nabuzowanym odbiorcą... Hmmm.
A jako ilustracja
„muzyczno-socjologiczna” dzisiaj, obrazek z ul. Floriańskiej. Życie ulicy, proza życia. Zawsze mi jakoś
tak melancholijnie kiedy patrzę na ulicznych muzyków. Nie wiem jakie za nimi
stoją historie życia, jakie okoliczności doprowadziły ich w to akurat miejsce;
bywają banalne, bywają dramatyczne, czasem to nawet wynik sezonowego i
wyrachowanego lekkiego spędzania czasu, ale częściej jednak jakiś stopień desperacji.
Mało kto ucząc się muzyki marzy o karierze ulicznego grajka... A ten człowiek
akurat – naprawdę! – ma piękny głos. Słyszałam, wiem. Posłuchajcie go kiedyś. Ciekawe kto to jest.
Pojawię się tutaj
znowu niebawem, jest trochę lepiej jeśli chodzi o czas, więc i pisanie kusi,
kusi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz