wtorek, 31 lipca 2012

Migawka nad klarnetem


Jeszcze kilka słów o moim ostatnim wyjeździe do Pragi, zanim świeższe wydarzenia i tematy usuną mi tamten wyjazd w niebezpieczny tył pamięci. Jechałam do Pragi służbowo, po zdjęcia starych klarnetów z Českiego muzeum hudby; a mają tam piękną zaiste kolekcję instrumentów! Instrumenty są różne, piękne zarówno dla znawców (którzy rozczulą się nad kształtem konkretnej klapki w staruszku-klarnecie czy wygięciem szyjki skrzypiec) jak i dla „cywilów”. Esteci znajdą tam prześliczne dzieła sztuki zamknięte w formie instrumentów. Poszukiwacze ciekawostek zajmą się historią rozwoju machin grających. Melomani westchną na widok fortepianu, na którym grał Mozart, o czym szepcze dyskretnie mosiężna tabliczka na instrumencie. Bibliofile zawieszą wzrok na starych manuskryptach, precyzyjnie ilustrowanych miniaturami, stareńkich, że ho, ho. Warto jechać do Pragi, bo jest jedną z najpiękniejszych europejskich stolic. Ale warto też będąc w centrum zajrzeć na ul. Karmelitskiej do Muzeum hudby i dać się zauroczyć muzycznym bibelotom. 

Jak wspominałam, ja sama tym razem skupiłam się na klarnetach, ponieważ potrzebuję ich zdjęcia do pewnego magazynu, który właśnie powstaje, a przy którym mam przyjemność pracować jako klarnetowy ekspert. Piszę więc między innymi krótki artykuł przypominający w pigułce historię konstrukcji tegoż instrumentu – a coż to za historia bez pięknych fotografii ilustrujących moje bajania? Powiem zatem tylko tyle, że podróż zakończyła się sukcesem i jestem w posiadaniu zdjęć, chociaż nie bardzo mogę się jeszcze nimi tutaj pochwalić, ze względu na trwające rozmowy prawno-umowne między Muzeum a stroną polską. Ale będą w magazynie i wtedy będę całość - już osiągalną uczciwie, w druku - oczywiście tutaj polecać!

Można by pomyśleć – ech, co tam klarnet, prosta fujarka, jak można się ekscytować jakimiś jego fotkami. Niby racja, ale można także pamiętać, że mówimy o zdjęciach instrumentów starych, z XVIII – XIX wieku, kiedy to jeszcze rzemieślnicy dbali nie tylko o użytkowość, ale często także o wygląd. Mamy więc i rzeźbione w drewnie główki na „kolankach” zginających basset horn, mamy wytworne figlaski sygnatur firmowych, mamy w końcu szlachetne detale pracy w drewnie. Klarnet to młodziutki instrument, dzieciuch w porównaniu z matuzalemami pokroju skrzypiec, lutni, trąbki nawet... Pojawił się w okolicach 1698 roku jako ulepszenie fujarki pastuszej o szumnej nazwie chalumeau. Ale za to dosyć szybko przeszedł sprawny „tunning” i już w końcu XIX wieku był całkiem zaawansowanym konstrukcyjnie obywatelem. Nie należy też zapominać, że z klarnetu wystrzeliły w świat tak piękne "produkty uboczne" jak basset horny i klarnety bassetowe (wracające dziś do łask), klarnet basowy (cudo o pięknym, soczystym dźwięku) i ... saksofon przecież. Ha. Wielkie są zasługi niepozornej drewnianej fujarki z XVIII wieku dla współczesnego jazzu i muzyki rozrywkowej! 

 
 No i sam klarnet dzisiejszy, przecież to czyste piękno detali. Drewno plus metal; yin i yang, ciepły drewniany trzon, obiecujący miękki dźwięk, opleciony misterną jubilerską konstrukcją oklapowania, śrubek, sprężynek, pierścieni, która daje pewność precyzji i szybkości. 
fot. Maciej Prejznar

Uwielbiam oglądać nowe instrumenty, zwłaszcza kiedy ostatnio pojawił się trend powrotu do jaśniejszego rodzaju drewna (większość XX-wiecznych instrumentów jest - tradycyjnie – hebanowa, czarna), robi się wręcz klarnety z pozłacanymi klapkami, co prawie ociera się o wizualną perwersję. Brzmi prześlicznie (zwłaszcza w rękach fachowców z elity światowej), wygląda pięknie i elegancko, może powinniśmy się zacząć snobować na klarnety? „Chcesz być na czasie? Chcesz zabłysnąć wśród swoich znajomych? – naucz się grać na klarnecie”. „Idź w ślady Woody’ego Allena i weź do ręki klarnet! – świat Cię zobaczy z innej strony”. „Intrygujący, czarujący, kuszący. Klarnet. Elegancja z nutką prowokacji”. 

A wszystko zaczęło się od tej prostej, acz intrygującej fujareczki, kto by pomyślał. 


fot. Maciej Prejznar


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz