środa, 23 maja 2012

Wrażenia


A zatem obiecane krótkie sprawozdanie z naszego majówkowego święta. Zdjęcia po prostu pojawią się troszkę później, w tej chwili sypnę tylko słowami, trudno, verba et voces... 

Pogoda dopisała, bogowie pogody nam ewidentnie sprzyjają i jako honorowi sponsorzy dostarczyli śliczne słońce z lekkim wietrzykiem i bez upału, pogodę wymarzoną na niedzielne kulturalne wyjście rodzinne. Reszta sponsorów zadbała natomiast o to, żeby naszym gościom buzie się usmiechaly na widok pyszności do wcinania i nagród (czyli strawy dla ducha i ciała), a my zrobiłyśmy co mogłyśmy, żeby im pokazać muzykę w formie przyjaznej i rozwijającej dla maluchów. 

Muszę powiedzieć, że idea pracy z dziećmi – zwłaszcza takimi niedużymi i chłonnymi jak jamochłony! – jest świetna i niesłychanie wdzięczna. Kilka razy miałam momenty spadku profesjonalizmu, bo i jak tu utrzymać fachowy obiektywizm, kiedy naprzeciwko mnie (grającej w danym momencie na klarnecie) stoi ledwo trzymając się na nóżkach cudny obywatel, wpatrzony we mnie jak w obrazek, z białym plastikowym patyczkiem od balonika ciamkanym w skupieniu w buzi i przebierający paluszkami po tym patyczku? Oraz kiwający się leciutko w rytm mojej melodii. Można było doprawdy stracić dech z wrażenia!
Albo kolejna obłędna malutka słuchaczka, która stała także przede mną jak zaczarowana, słuchając tego co gram Z PEŁNYM zrozumieniem, kiwając głową jakby mi przytakiwała w pewnych momentach, po prostu rozumiejąc dokładnie co ja do niej mówię tym co gram! Na żadnej sali koncertowej nie miałam takiej otwartej i rozumnej widowni, to coś przepięknego. 

Taka też była między innymi nasza idea przy organizowaniu Dnia Otwartego: po pierwsze dać możliwość dzieciom posłuchania troszkę muzyki na żywo, ale nie muzyki przypadkowej – tylko takiej skierowanej konkretnie do nich, granej i śpiewanej właśnie dla nich. To wielka róznica! A po drugie, chciałyśmy też pokazać rodzicom, jak bardzo mają zdolne dzieci. Bo wszystkie dzieci są niesłychanie wrażliwe, a wiele z nich ma wręcz spore zdolności muzyczne, tylko trzeba im dać możliwości wykorzystania tego potencjału. Na naszych zajęciach tę wrażliwość widać od razu, kiedy dzieci same, bez uprzedzeń łapią muzykę jak najnaturalniejszy środek przekazu. I wlepiają oczy jak spodeczki w źródło dźwięku, i tańczą do melodii, i buzie się śmieją od ucha do ucha przy osobistej powitalnej piosence, kiedy każde imię zostaje wyśpiewane osobno i nagrodzone brawami. Imię zaśpiewane to już przecież o wiele więcej niż tylko powiedziane!

Najładniejsze jest to, że KAŻDE dziecko jest inne, inaczej reaguje i inaczej odbiera tę samą melodię i rytm. A obserwacja naszych „sluchaczy” i praca z nimi to także zwyczajnie duża frajda dla nas, prowadzących. Co zwłaszcza miałyśmy okazję doświadczyć w ostatnią niedzielę na spotkaniu z naszymi małymi (i większymi) gośćmi. Dziękujemy Wam, kochani! 

A zdjęcia już niebawem, niebawem... Będą i tu! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz