poniedziałek, 14 maja 2012

Niech się mai Święto Gai


Nasz Dzień Otwarty nabiera pomału kształtu i kolorów. Kolorów na pewno! – jako że kupiłyśmy właśnie dziś poważną ilość kolorowych baloników i dwie fachowe pompki do nich. Mamy też już potwierdzone książeczki na nagrody od Wydawnictwa WAM, świetnie!! Będzie na pewno loteryjka i konkursy z fantami – do wygrania i wylosowania tychże książeczek. W międzyczasie biegamy po mieście i roznosimy ulotki oraz rozlepiamy plakaty, nie jest tego może tysiące, ale robimy co możemy i próbujemy dotrzeć do miejsc przyjaznych rodzicom... Liczę też, że ktokolwiek usłyszy o naszej majówce w Gai przyjdzie sam i powie znajomym – niedzielne przedpołudnie w muzycznym miejscu dla maluchów ostatecznie jest przecież miłą opcją spędzenia czasu.
A ja przy okazji ciągle i znowu przekonuję się jak bardzo ludzie są spragnieni takiego pomysłu na zajęcie się malutkimi dziećmi. Najśmieszniejsze jest to, że my naprawdę nie odkrywamy Ameryki, bo przecież już od jakiegoś czasu wiadomo – i to coraz bardziej – że malutki mózg chłonie świat po prostu jak gąbka! I co mu tam zaproponujemy w najwcześniejszych latach to odda z nawiązką w starszym wieku, kiedy dziecko zacznie mówić, chodzić, pójdzie do przedszkola i szkół. I nagle – bęc! – okazuje się, że w niewymuszony sposób i nie wiadomo skąd nasze umuzykalnione dziecko jest o kilka kroków do przodu w stosunku do dzieci zapomnianych muzycznie! W dodatku cały proces przebiega podczas zabawy, jest prosty, kolorowy i roztańczony, a przy okazji maluchy i ich rodzice spotykają się w grupach i budują, ot, tak jako bonus – zdolności grupowe i socjalne. Proste! I miłe – przynajmniej dla nas, które to robimy z dziećmi i widzimy ich postępy. Są naprawdę niesamowite, czasem nam samym zamiera piosenka na ustach z radości i zdumienia jak to pięknie się wczytuje na te małe twarde dyski. 

 
Trzymamy kciuki za nasze niedzielne święto, chcemy oczywiście pokazać się z jak najlepszej strony więc dużo mam teraz biegania i organizacji, ale to przyjemna praca. Ostatecznie czuję się jakbym przygotowywała przyjęcie dla gości w domu, z małą różnicą – że nie bardzo wiem ilu będzie gości. Ale ktokolwiek przyjdzie ten będzie jak najmilej widziany. A my robimy co możemy żeby przyjęcie się udało. I żeby potem chodziły legendy po mieście: „A pamiętasz tę domówkę u Gai...?” Majówka-domówka-Gaiówka...Najbliższa niedziela, nie zapomnijcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz