Zbliżające się nasze
Święto Gai czuję głównie w nogach: biegam po mieście coraz szybciej! Co prawda
część z tego biegania odbywa się – z przyczyn obiektywnych – w samochodzie, ale
i tak wszystko jest już w dużym czasościsku. Ale mimo wszystko przyjemne jest
potem to zmęczenie na koniec dnia: jak przed premierą spektaklu. Niech tylko pogoda
dopisze (a ma dopisać! Natura najwyraźniej jest po stronie Gai – i jakżeby
inaczej...) i goście dopiszą a wszystko będzie świetnie. Wczoraj dodatkowo dotarło
do nas Polskie Wydawnictwo Muzyczne PWM ze swoją ofertą: przywiozą do nas swoje
muzyczne książeczki dla maluchów, drewniane zabawki (widziałam: prześliczne!) i
muzyczne gadżety i rozłożą mini-stoisko na miejscu. Hura! Będzie można kupić ciekawe
rzeczy dla małych potencjalnych Mozartów – i dla ich rodziców. Obiecali także
jakieś nieduże prezenty jako ukłon w stronę Święta Gai, więc robi się nam coraz bardziej
kolorowo!..
Będziemy miały
także moje własne rodzinne hostessy! I to jakie śliczne...
Jeszcze kilka dni
tego majowego zawrotu głowy i znowu życie wróci na stare tory – a wtedy, mam
nadzieję, zacznę pisać coś bardziej konstruktywnego. Albo po prostu bardziej
składnego, bo teraz czasem trudno mi pozbierać myśli w jedną wiązkę logicznych
neuronów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz