Dziś trochę
nietypowo bo... o winie! Cóż, nie ukrywam, że lubię i cenię wino, a zwłaszcza
lubię całą dodatkową otoczkę wokół niego, oraz uwielbiam ludzi z winem związanych. Winiarze
to zazwyczaj ludzie z pasją, potrafią i lubią dużo mówić, są towarzyscy, bo
wino nie lubi samotności, cenią dobre jedzenie, bo to też niezbędne do picia, i
tak dalej, i tak dalej. To styl życia, który mi odpowiada, słońce, ziemia,
zapachy i radość życia. Nie przypominam sobie, żebym kiedyś spotkała zgorzkniałego winiarza...
Łatwo zatem
zrozumieć, dlaczego ostatnio wpadłam w zachwyt kiedy odkryłam rewelacyjne cudo
w świecie wina: muzyczną winiarnię! Oczywiście we Włoszech, w Toskanii, bo któż
inny mógłby wpaść na pomysł połączenia muzyki z winem jak nie Włosi? Otóż, w
miejscowości Montalcino jest winiarnia Il Paradiso di Frassina należąca do Carlo Cignozziego, gdzie winorośle
rosną... w rytm muzyki Mozarta! I to nie w przenośni ale dosłownie: na polach
rozstawione są głośniki, z których pan Cignozzi odtwarza winoroślom muzykę
klasyczną a one w zamian rosną jak na drożdżach, rosną jak urzeczone w kierunku źródła
dźwięku i są zdecydowanie tym większe i piękniejsze im bliżej głośników. Czary??
Może. A może nie, w końcu dźwięk to
po prostu fale elektromagnetyczne, to konkretne częstotliwości, które na pewno jakoś oddzialywują na żywe
organizmy, na glebę… Właściel Il Paradiso di Frassina współpracuje z naukowcami
z uniwersytetów z Florencji i Pizy, którzy robią tam już u niego badania nad
wpływem muzyki na rośliny. Na razie są oczywiście ostrożni w ostatecznych opiniach (nauka musi być ostrożna), ale podchodzą do zagadnienia poważnie.
Mnie się
natomiast podoba cały pomysł, wino zrodzone z muzyki, w różnych tonacjach,
harmonijne i intrygujące. Wino jak muzyka! Genialne połączenie. Zauważyłam je
niedawno na półce w pewnym niedużym sklepie, nieomylnym okiem wychwytując piękną etykietę z nutami, na co
zaraz ucieszył się sprzedawca i opowiedział mi tę uroczą historię pasji zwariowanego włoskiego
winiarza. Trzeba być tak cudownie zwariowanym, żeby zacząć „grać Mozarta
winoroślom”. Cignozzi mówi: „Mnie samemu lepiej się pracuje w winiarni przy
muzyce, więc pomyślałem że czemu by nie miało to także wpływać dodatnio na moje
winorośle?” I dodaje: „...prowadzenie winnicy skąpanej w muzyce to piękny
sposob na połączenie poezji z nauką”. Amen to that! - jak powiedzą w Kanadzie. To właśnie uwielbiam
w ludziach, niekonwencjonalne pomysły i wprowadzanie ich w życie! Świetny
człowiek, mam wielką nadzieję, że go kiedyś odwiedzę osobiście, a na razie chodzę
naokoło jego butelek, bo niestety, jako obiektywnie dobre wina (a nie tylko „muzykalne”)
nie należą do najtańszych. Napiszę tu pewnie wrażenia z mojego pierwszego
spotkania z muzycznym winem. Na razie już sam pomysł mnie cieszy i podnosi na duchu.
Muzyczne wino
można znaleźć w Krakowie w miłym niedużym sklepiku La Wina przy ul. Asnyka (link do nich tutaj - click!),
natomiast poniżej polecam krótki filmik z kanału Discovery na temat Il Paradiso
di Frassina. W sam raz na nostalgiczną polską jesień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz