Jeszcze kilka
słów o moim ostatnim wyjeździe do Pragi, zanim świeższe wydarzenia i tematy
usuną mi tamten wyjazd w niebezpieczny tył pamięci. Jechałam do Pragi służbowo,
po zdjęcia starych klarnetów z Českiego muzeum hudby; a mają tam piękną zaiste
kolekcję instrumentów! Instrumenty są różne, piękne zarówno dla znawców (którzy
rozczulą się nad kształtem konkretnej klapki w staruszku-klarnecie czy wygięciem
szyjki skrzypiec) jak i dla „cywilów”. Esteci znajdą tam prześliczne dzieła
sztuki zamknięte w formie instrumentów. Poszukiwacze ciekawostek zajmą się historią
rozwoju machin grających. Melomani westchną na widok fortepianu, na którym grał
Mozart, o czym szepcze dyskretnie mosiężna tabliczka na instrumencie.
Bibliofile zawieszą wzrok na starych manuskryptach, precyzyjnie ilustrowanych
miniaturami, stareńkich, że ho, ho. Warto jechać do Pragi, bo jest jedną z
najpiękniejszych europejskich stolic. Ale warto też będąc w centrum zajrzeć na
ul. Karmelitskiej do Muzeum hudby i dać się zauroczyć muzycznym bibelotom.
Jak wspominałam,
ja sama tym razem skupiłam się na klarnetach, ponieważ potrzebuję ich
zdjęcia do pewnego magazynu, który właśnie powstaje, a przy którym mam
przyjemność pracować jako klarnetowy ekspert. Piszę więc między innymi krótki
artykuł przypominający w pigułce historię konstrukcji tegoż instrumentu – a coż
to za historia bez pięknych fotografii ilustrujących moje bajania? Powiem zatem
tylko tyle, że podróż zakończyła się sukcesem i jestem w posiadaniu zdjęć,
chociaż nie bardzo mogę się jeszcze nimi tutaj pochwalić, ze względu na trwające
rozmowy prawno-umowne między Muzeum a stroną polską. Ale będą w magazynie i
wtedy będę całość - już osiągalną uczciwie, w druku - oczywiście tutaj polecać!
Można by pomyśleć
– ech, co tam klarnet, prosta fujarka, jak można się ekscytować jakimiś jego
fotkami. Niby racja, ale można także pamiętać, że mówimy o zdjęciach instrumentów
starych, z XVIII – XIX wieku, kiedy to jeszcze rzemieślnicy dbali nie tylko o
użytkowość, ale często także o wygląd. Mamy więc i rzeźbione w drewnie główki na
„kolankach” zginających basset horn, mamy wytworne figlaski sygnatur firmowych,
mamy w końcu szlachetne detale pracy w drewnie. Klarnet to młodziutki
instrument, dzieciuch w porównaniu z matuzalemami pokroju skrzypiec, lutni,
trąbki nawet... Pojawił się w okolicach 1698 roku jako ulepszenie fujarki
pastuszej o szumnej nazwie chalumeau. Ale za to dosyć szybko przeszedł sprawny „tunning”
i już w końcu XIX wieku był całkiem zaawansowanym konstrukcyjnie obywatelem. Nie należy
też zapominać, że z klarnetu wystrzeliły w świat tak piękne "produkty uboczne" jak
basset horny i klarnety bassetowe (wracające dziś do łask), klarnet basowy
(cudo o pięknym, soczystym dźwięku) i ... saksofon przecież. Ha. Wielkie są
zasługi niepozornej drewnianej fujarki z XVIII wieku dla współczesnego jazzu i
muzyki rozrywkowej!
No i sam klarnet
dzisiejszy, przecież to czyste piękno detali. Drewno plus metal; yin i yang, ciepły
drewniany trzon, obiecujący miękki dźwięk, opleciony misterną jubilerską
konstrukcją oklapowania, śrubek, sprężynek, pierścieni, która daje pewność
precyzji i szybkości.
| fot. Maciej Prejznar |
Uwielbiam oglądać nowe instrumenty, zwłaszcza kiedy
ostatnio pojawił się trend powrotu do jaśniejszego rodzaju drewna (większość
XX-wiecznych instrumentów jest - tradycyjnie – hebanowa, czarna), robi się
wręcz klarnety z pozłacanymi klapkami, co prawie ociera się o wizualną perwersję.
Brzmi prześlicznie (zwłaszcza w rękach fachowców z elity światowej), wygląda
pięknie i elegancko, może powinniśmy się zacząć snobować na klarnety? „Chcesz
być na czasie? Chcesz zabłysnąć wśród swoich znajomych? – naucz się grać na klarnecie”.
„Idź w ślady Woody’ego Allena i weź do ręki klarnet! – świat Cię zobaczy z
innej strony”. „Intrygujący, czarujący, kuszący. Klarnet. Elegancja z nutką
prowokacji”.
A wszystko
zaczęło się od tej prostej, acz intrygującej fujareczki, kto by pomyślał.
| fot. Maciej Prejznar |



