piątek, 14 sierpnia 2020

Nożem i korkociągiem

Maciej Pinkwart. Spotkaliśmy się raz, kilka lat temu, przy okazji mojego pisania biografii Kai Danczowskiej. Po drodze czytałam kilka jego tekstów – to były recenzje, opowiadania, wspomnienia o zakopiańskiej Atmie. Dobrze mi się zawsze czytało wszystko, cokolwiek pisał, chociaż patrząc na imponującą ilość wydanych przez niego książek, znam z tego tylko jakiś skromny promil.

Ostatnio dopadłam jego najnowszą chyba pozycję „Nóż i korkociąg”, ze szczerym podtytułem „Pinkwart od kuchni”. I muszę powiedzieć, że dawno nie miałam w rękach czegoś tak relaksującego i przyjemnego w obcowaniu. Oczywiście – mówię to zupełnie subiektywnie, na pewno wielu ludzi odbierze ten rodzaj narracji z pobłażaniem albo wręcz niechęcią. A mnie się tego znakomicie słucha! Właśnie słucha, ponieważ „Nóż i korkociąg” to zbiór bardzo luźnych opowieści o… Macieju Pinkwarcie. Od kuchni, prawda, ponieważ prędzej czy później tematy zaczepiają o kulinaria i gastronomię, ale tak naprawdę Autor miał po prostu ochotę pogawędzić, powspominać, wrócić myślami do przeszłości dawnej i niedawnej. Muszę powiedzieć, że jest to już druga w niedługim czasie tego rodzaju książka, w której od pierwszych stron czuję, że napisana jest przez świadomego, dojrzałego człowieka, który pisze dlatego po prostu, że ma na to ochotę, i pisze dokładnie i tylko to, na co ma ochotę. Jakie to ożywcze! Raz w życiu nie przejmować się krytyką, recenzjami, „targetem marketingowym”, sprzedażą i poprawnością polityczną! Furda słupki rankingowe i opinie specjalistów! Jest w tym jakaś urocza arogancja pewnego siebie doświadczenia życiowego, które nie potrzebuje w tej chwili niczego udowadniać ani nie musi się nikomu przypodobać. Chcesz – to czytaj. Nie – to nie. Nie szkodzi. 

 

Ja sama z kolei naprawdę lubię i umiem słuchać ludzi (no, pod warunkiem, że są ciekawi…) i dokładnie w ten sposób czułam się czytając książkę Pinkwarta. Jakbym siedziała z nim przy kawie i koniaku i słuchała jego opowieści. Często mnie rozśmieszał, czasem wzruszał (to rzadziej, bo nie pozwala sobie na sentymentalizm i utrzymuje raczej ton ironiczno-realny), czasami zaciekawił. Ale to nie są płytkie egocentryczne bajdurzenia o znanej wszystkim Maryni. Pinkwart ma za dużo rasowego doświadczenia dziennikarskiego i jest zbyt sprawnym pisarzem, żeby opublikować coś kompletnie błahego, chociaż prowokacyjnie i kokieteryjnie w opisie książki przedstawia ją słowami: „Zacząłem ją pisać jesienią 2919 i wciągnęło mnie bardzo. Po ukończeniu zaproponowałem ją wydawnictwu "Wagant", które nie wykazało zainteresowania, co więcej – uważało, że to najgorsza moja książka i jeśli chcę, to mogę ją sobie sam wydać, oni nie będą sobie obniżać rangi takim chłamem.”

To nie jest chłam, oczywiście, chociaż trudno książkę nazwać dogłębną literaturą – jest to natomiast świetna lektura na wakacje (kto pamięta doskonały felieton Umberto Eco „Jak rozumnie spędzać wakacje” z pierwszych „Zapisków na pudełku od zapałek”? Nadal pyszny!). Ale – jak mówię – wcale nie wiem czy dla każdego. Myślę, że trzeba się do niej po prostu dobrze nastawić. Mnie ujęła w niej właśnie rozbrajająca szczerość subiektywnej opowieści, świetna sprawność językowa (chociaż mała praca korektorska by się przydała, ale to już moje prywatne czujne oko, a nie zarzut do Autora), umiejętność łączenia drobiazgów i anegdot z celnymi obserwacjami i paroma ciekawostkami; dowiedziałam się na przykład jak się pijało absynt. Niby można było od zawsze sprawdzić w internecie, ale jakoś się nie złożyło, a tu, proszę – się dowiedziało! Bardzo odpowiada mi również fakt, że Pinkwart opowiada o świecie bliskim mi po prostu. To świat polskiej inteligencji, z ambicjami ale niekoniecznie wielkimi finansami, to realia znane mi z mojego życia i z opowieści moich rodziców. Rozpoznaję smaki, wrażenia, opinie i upodobania. Zgadzam się w wielu rzeczach z piszącym, inne mnie bawią, ale właściwie mało co mnie autentycznie irytuje.

Narracja jest nierówna, to prawda, jednak dla mnie jest to jednym z uroków książki-gawędy. To jak siedzenie na tarasie w ciepły letni wieczór i słuchanie czyjejś opowieści, która czasem przyspiesza, czasem się wlecze, ale jednak wciąga, rozśmiesza i „uśmiecha”.

Opis książki jest na stronie Macieja Pinkwarta tutaj: www.pinkwart.pl/Okladki/2019_Kuchnia.htm, ale nie jestem pewna, czy można ją gdzieś jeszcze dostać… Zawsze można się skontaktować z Autorem przez jego stronę właśnie (http://www.pinkwart.pl/) i zapytać; z tego co wiem, to jest bardzo „komputerowy” i szybko odpowiada na wiadomości. A na koniec tak sobie myślę, że jeśli tej książki faktycznie nigdzie nie ma w sprzedaży, to niepotrzebnie ją komukolwiek polecam, czyli tekst napisałam kompletnie bez potrzeby, czyli… dokładnie tak samo jak Maciej Pinkwart swoją książkę! Napisałam, bo chciałam się z kimś podzielić tym, co myślę. I już. Ależ to przyjemne. Panie Macieju – dziękuję. 

Fot. Katarzyna Marczak
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz