Pałac Dembińskich w Szczekocinach uznawany jest powszechnie za jeden z najwspanialszych przykładów polskiej rezydencji szlacheckiej. Własność najpierw Dembińskich, potem Czackich, Łubieńskich, Halpertów, w końcu Jana Ciechanowskiego. Umiejscowiony w olbrzymim, starym i zaprojektowanym z rozmachem parku, pałac wyłania się na końcu alei parkowej, piękny, stateczny i dumny. Zachowało się jeszcze wiele: stoi główny budynek samego pałacu, oficyny, galeria, pawilony… Niestety, kiedy się podejdzie bliżej, widać, że to już niszczejące skorupy, zewnętrzna powłoka czegoś, co kiedyś reprezentowało kulturę, piękno, myśl, elegancję, klasę. Pałac pojawił się na świecie w XVIII w. (ukończony w 1794 r.), ufundowany przez Urszulę Dembińską, a zaprojektowany przez Jana Ferdynanda Naxa, przetrwał dzielnie zakręty historii; jeszcze po ostatniej wojnie mieściła się w nim szkoła z internatem. Były w niej resztki dawnej świetności – wspaniałe parkiety, ozdobne sufity, malowane piece kaflowe. Przez rok chodził tam właśnie do szkoły mój Tato, mieszkał w internacie w jednej z oficyn i wspomina, że jeszcze wtedy pałac wyglądał całkiem dobrze, jakby dopiero przed momentem opuścili go właściciele, jeszcze się trzymał rozpędem historii.
Ale to już była równia pochyła, lecąca w dół aż
do lat 80-tych ubiegłego stulecia, gdy pożar dobił główny budynek pałacu. To
jasne, że kiedy nie ma jednego właściciela-gospodarza, kwestią chwili jest
ostateczna śmierć tego niezwykłego miejsca. Czytam na stronach internetowych,
że gmina Szczekociny z wielkim wysiłkiem walczy o przetrwanie i ochronę pałacu,
że przez jakiś czas bezskutecznie szukała inwestorów, że próbuje teraz sama
zawalczyć o to miejsce. Trzymam kciuki, chociaż wrażenia z dzisiejszego dnia
mam bardzo gorzkie: oto jak kończy się bezmyślna demolka „starego” i unicestwianie
„elit”; niszczenie dla niszczenia, bez żadnej rozsądnej alternatywy. Łatwo było
pogonić arystokrację i rozwalić w drobny mak dawne układy społeczne, trudniej
potem zapanować nad tym, co się wyszarpało znienawidzonym arystokratom. Przeklęta
ślepota polityki. Boli mnie zawsze widok wspaniałych pałaców i zamków we
Francji czy we Włoszech, które nadal funkcjonują w taki czy inny sposób, bo
myślę sobie, że owszem – nie mamy może aż tak starej historii, ale mieliśmy przecież
i my u nas kiedyś świetną architekturę, sztukę, tradycje. I co? – i zawsze,
zawsze w pewnym momencie do głosu dochodzi „pospolite ruszenie”, ta cholerną
większość, której wystarcza piwo, kiełbasa i disco polo. Destrukcyjna, bezmyślna
tłuszcza. Ta większość przechadzała się nawet dzisiaj po pałacowych alejkach, w
plastikowych klapkach na nogach, z jaskraworóżowym plastikowym wózkiem dla
dzieci i disco polo zawodzącym upiornym kozim głosem z głośnika na wózku. Co za
zgrzyt. I jaka dobitna ilustracja nieuchronności przeznaczenia na ziemiach
polskich. Cóż, prawie 200 lat – to i tak nieźle, drogi pałacu w Szczekocinach,
trochę sobie postałeś, szkoda, że tak krótko… Cudowny byłeś, tylko urodziłeś
się w złym miejscu, niestety. Żałuj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz