czwartek, 25 kwietnia 2013

Wzruszenia



Powiedzieć, że muzyka jest emocjami ubranymi w dźwięki to trywializm. Ale czasem trzeba powtórzyć głośno nawet najbardziej trywialne prawdy, kiedy widzimy je wyraźnie, jak na dłoni, kiedy można tylko pokiwać głową: no właśnie, przecież tak! Program koncertu w tym tygodniu zaleje nas wodospadem uczuć, jakby na potwierdzenie tej podstawowej prawdy.

Po pierwsze – usłyszymy nowy utwór rosyjskiego kompozytora, Yevgeny’a Irsai, poświęcony katastrofie smoleńskiej i zatytułowany 10 minutes about Katyń. Będzie to, jak ogłasza Filharmonia, światowe prawykonanie kompozycji, więc trudno powiedzieć tu o muzyce cokolwiek, poza oczywistym faktem odniesienia jej do niezwykle intensywnego emocjonalnie fragmentu najnowszej historii Polski. Kompozytor w zapowiedzi programowej wyjawia dodatkowo, że „tytuł nawiązuje do znanego filmu pt. O dziesięc minut starsi (Ten Minutes Older)”. Warto zatem przypomnieć, że ów film, do którego odnosi się kompozytor, powstał w 2002 roku i jest w rzeczywistości dwoma zbiorami krótkich nowel filmowych. Co jakiś czas pojawiają się tego typu „projekty”, coś w rodzaju collage’u zebranego z dzieł wybitnych tworców. Był kiedyś uroczy cykl Paris, je t’aime z 2006 r., był także 11.09.01 z 2002 r. (poświęcony atakom na WTC), a sama idea artystycznej pracy zbiorowej nie jest przecież nowa, bo już nawet po śmierci Rossiniego poproszono 13 kompozytorów (w tym Verdiego) o napisanie części do zbiorowej Mszy dla Rossiniego (Messa per Rossini)... O dziesięć minut starsi podejmuje zagadnienie upływu czasu; każdy reżyser miał do dyspozycji dokładnie 10 minut i wolność tematyki oraz formy. Powstały dwa cykle krótkometrażowych opowieści, połączone – co ciekawe – motywami instrumentalnymi, stąd też dwa podtytuły: Trąbka i Wiolonczela (The Trumpet i The Cello). Ciekawe w jaki sposób Irsai podejmie temat wiadomych dziesięciu minut upływającego czasu...

fot. Alvise Valier


A dalej? – dalej emocje już tylko rosną.
Koncert wiolonczelowy Dvořaka... Mówi się czasem, że to wręcz jeden z najpiękniejszych koncertów instrumentalnych w ogóle. Powstał w latach 1894-95, w czasie gdy kompozytor przebywał w Stanach. W 1893 r. Dvořak napisał słynną Symfonię z Nowego Świata, w następnym roku rozpoczął pracę nad koncertem wiolonczelowym. Zabawnym może nam się dziś wydać, ze Dvořak przez wiele lat niechętnie myślał o koncercie na wiolonczelę. Uważał ten instrument za uroczy, ale twierdził, iż „jego miejsce jest w orkiestrze i muzyce kameralnej. Jako instrument solowy nie sprawdza się...”. Sprawdził się jednak, jak wiadomo, i to tak znakomicie, że Koncert wiolonczelowy Dvořaka wszedł do absolutnego kanonu arcydzieł muzyki.
Jest jeszcze jedna, piękna i jakże ludzka, historia związana z tym utworem. Otóż czas pracy nad Koncertem zbiegł się z przykrymi wiadomościami z kraju, jakie dotarły do kompozytora, o ciężkiej chorobie Josefíny Čermakovej-Kaunicovej. Josefína Čermáková była jego uczennicą w latach młodości, jego pierwszą – i, jak niektórzy twierdzą, największą w życiu – miłością. Jak to często bywa, panna nie odwzajemniła jego uczucia i wyszła za mąż za innego, zaś Dvořak poślubił... siostrę Josefíny, Annę (podobnie swego czasu zrobił także, jak pamiętamy, Mozart, poślubiając siostrę swej pierwszej wybranki). Czy dawne uczucie zostało w nim przez te wszystkie lata, czy tylko odezwało się czułym a bolesnym wspomnieniem na obcej ziemi – nie wiem. Faktem jest, że Dvořak tęsknił ogromnie za ojczyzną, a wiadomość o śmiertelnej chorobie szwagierki uderzyła go niezwykle mocno. I te właśnie emocje, tęsknoty, żalu, dawnego uczucia z młodości – przelał, między innymi, w cudowny Koncert wiolonczelowy.
Koncert ma trzy części. W pierwszej właściwie przeniesiemy się znowu – jak w słynnej Symfonii – do Nowego Świata, do Ameryki. Napisana jest z rozmachem, z cudownymi szerokimi tematami, z barwną orkiestrą znakomicie uzupełniającą partię solową. Orkiestra nie zagłusza wiolonczeli, ale z nią dialoguje (często pięknymi solowymi frazami poszczególnych instrumentów), towarzyszy jej, dobarwia. Soczyste brzmienia, piękne frazy przypominające klimatem „amerykańską” Symfonię, fanfary i blask. Część druga zwraca się już w stronę ukochanych Czech, ojczyzny i odchodzącej Josefíny. Wiolonczela zaczyna „łkać” (zwróćcie Państwo uwagę na ten prosty, a piękny zabieg: „westchnieniowe” króciutkie opadające motywy wiolonczeli), zaś orkiestra wprowadza jakże wiele mówiącą melodię: cytat z pieśni Dvořaka Lass mich allein (Kéž duch můj sám...), ulubionej pieśni Josefíny. Polecam Państwu wysłuchanie wcześniej tej uroczej pieśni (tutaj jest link do nagrania na youtube), warto mieć ją w uszach przed pójściem na koncert, żeby w pełni decenić subtelną grę emocji i podtekstów, wplecioną przez kompozytora w utwór.
Trzecia część, w formie „kreatywnego ronda” (ABA-CDC-AEA, jeśli już mamy być dokładni), znowu olśniewa blaskiem, kolorami instrumentacji (jakże tu wiele pięknych partii solowych w orkiestrze!) i na koniec, ach... na koniec znowu daje wyraz emocjom tłoczącym się w sercu Dvořaka. Po fanfarowych wejściach blachy, gdzie – wydawałoby się – powinien nastąpić finalny akord, kompozytor oddaje jeszcze raz hołd Josefínie: klarnet mruczy pierwszy temat Koncertu, podczas gdy na jego tle skrzypce wysnuwają śliczną, słodką melodię Lass mich allein (z charakterystycznym, otwierającym skokiem oktawy, jak wspięciem na palce). Wiolonczela odpowiada na to, jakby unosząć miękko duszę ukochanej do nieba, a całość wieńczy już faktycznie ostatnie, pełne i jasne tutti.  

fot. Alvise Valier



Tyle uczuć, tyle piękna po prostu w jednym ślicznym Koncercie. Ale jakby tego było nam jeszcze mało, przeniesiemy się zaraz – jak na latającym dywanie – na Wschód, w krainę Orientu, do świata baśni Szeherezady odmalowaną w cudownej suicie orkiestrowej Rimskiego-Korsakowa. Wszyscy znamy na pewno historię pięknej i mądrej Szeherezady, która uniknęła śmierci z rąk męża, sułtana Szachrijara, opowiadając mu co noc kolejną część niekończącej się baśni. Rimski-Korsakow opowie nam kilka z tych baśni, kolejne części suity mają jakże wiele obiecujące tytuły:

1. Wstęp. Morze i okręt Sindbada
2. Opowiadanie księcia Kalendera
3. Młody książę i księżniczka
4. Święta w Bagdadzie. Morze. Okręt rozbija się o skałę, na której wznosi się żelazny posąg jeźdźca. Zakończenie

Sam kompozytor, który ukończył suitę w 1888 r., początkowo wzbraniał się przed dodawaniem ściśle programowych tytułów i historii do części utworu. Mówił: „Chciałem jedynie, aby słuchacz któremu spodoba się moja muzyka symfoniczna, poddał się wrażeniu opowieści orientalnej historii o baśniowych wędrówkach i przygodach, zamiast sluchać utworu jedynie jako zbioru czterech części następujących po sobie i opartych na podobnym materiale tematycznym”. Chwała mu za to, że w końcu podpowiedział słuchaczom krainy, przez które nas prowadzi, zarysował lekko kontury świata, w którym się znajdziemy. Baśniowy czy prawdziwy, jest to na pewno świat niesłychanie barwny, iskrzący blaskiem instrumentacji i fantazją melodyki. Pierwszy temat – sułtana – jest mocny, „męski”, zdecydowany i srogi. Lekko opasły nawet. I zaraz po nim wpływa leciutka Szeherezada, migocąc ślicznymi ornamentami skrzypiec, zawijanymi jakby w powłóczyste szale i koraliki, dzwoniącymi błyskotkami muzycznej biżuterii. Tematy te przeplatają się przez cały utwór, wraz z całą bogatą paletą innych „postaci” tej muzycznej baśni tysiąca i jednej nocy. Tu już nie ma co opowiadać – to trzeba usłyszeć, i śmiało puścić wodze wyobraźni. Obudźmy w sobie dziecko i ruszajmy w podróż z Sidbadem i jego towarzyszami. 

fot. Alvise Valier



piątek, 19 kwietnia 2013

Weekend nie tylko poważny

W najbliższy weekend w Krakowie będzie nie tylko Brahms Wielki. Owszem, na sobotni wieczór polecam Państwu bardzo koncert w Filharmonii i cudowne Deutsches Requiem (poniżej piszę o tym trochę), ale za to już niedzielne przedpołudnie powinniśmy spędzić rodzinnie, z domowym drobiazgiem, na spacerze - na przykład u nas w Czyżynach!

Chcę Państwa bowiem zaprosić do nas, do Centrum "Gaia" na kolejne spotkanie w ramach Dnia Otwartego. Zrobiła nam się z tego już przyjemna tradycja, że co najmniej dwa razy w roku otwieramy szeroko drzwi dla każdego, kto jest ciekawy naszych zajęć, naszych pomysłów i naszych muzycznych propozycji dla najmłodszych obywateli. My traktujemy te spotkania jak domowe święto: zapraszamy do nas rodziny z dziećmi, przygotowujemy przekąski do przekąszania i drobne napoje, dekorujemy salę balonikami i kwiatami i - pokazujemy się od najlepszej strony, czyli prowadzimy nasze "przykładowe" zajęcia dla każdego, kto nas w tym dniu odwiedzi. Rozmawiamy, tłumaczymy, wyjaśniamy ideę, wymieniamy poglądy, zachęcamy.
Można bedzie po prostu zobaczyć na własne oczy (i uszy) co mamy Państwu do zaoferowania, jak wygląda sala, w której prowadzimy zajęcia (a jest rzeczywiscie piękna, obszerna, czysta i jasna, z wielkimi oknami), jak wygląda otoczenie, jak można przy okazji tam zażyć spaceru z dziećmi w wózkach, na rowerkach, na nogach, "na barana"... Przygotowujemy też trochę niespodzianek, bo przecież zawsze to przyjemnie wyjść z przyjęcia z wylosowanym fantem, wiedziała to już w końcu doskonale Szymborska organizując u siebie na przyjęciach słynne loteryjki fantowe. Idziemy więc po najlepszych śladach!

I już tak zupełnie prosto: naprawdę uważamy, że dzieciom należy się muzyka, bo cudowny, fantastyczny potencjał jaki mają na początku życia jest łatwy do zmarnowania i przeoczenia, czas leci blyskawicznie i zanim się obejrzymy - już gimnazjum... A muzyka podana wcześnie staje się radością i normalnością, pomaga, wspiera, dopełnia, uskrzydla, podbija możliwości we wszystkich niemal innych dziedzinach życia i późniejszej nauki. No i te piękne momenty, kiedy widzimy Przyszłość Narodu na naszych zajęciach; uśmiechnięte pysie, wielkie oczyska, podrygujące nóżki, małe łapki pchające się do instrumentów i testujące je z lubością... - to wszystko jest u nas.

Zapraszam do nas w niedzielę, od 11.00 do 14.00. Czyżyny, klub fitness "Kwadrat", tuż koło akademików Politechniki. Więcej danych na naszej stronie (tutaj - klik!), a tutaj po prostu Państwa zapraszam, przyjdźcie koniecznie jeśli macie dzieci, lub macie przyjaciół z dziećmi. Wstęp wolny, muzyka, atrakcje - i MY. I nasza Młodzież.

Basia, Martynka, Maciuś, Jagódka... To idzie Młodość!    (fot. A.Dzięgiel)






czwartek, 18 kwietnia 2013

Johannes Wielki


W tym tygodniu mamy prawdziwą ucztę. Wyjątkową.

Niewiele jest w repertuarze utworów tak pięknych, tak poruszających do głębi jak Deutsches Requiem Niemieckie Requiem Johannesa Brahmsa. O gatunku requiem pisałam nieco w okolicach Wszystkich Świętych i moich refleksyjnych wędrówek po cmentarzach (tutaj), jakoś zawsze było mi blisko do poetyki i nastrojowości tego właśnie gatunku. Jest coś bardzo ludzkiego i szczerego w muzyce mszy żałobnej... Muzyka w ogóle jest według mnie najpiękniejszym sposobem wyrażania uczuć i emocji, a olśniewa już po prostu pełnym blaskiem kiedy mamy do czynienia z emocjami najmocniejszymi, niemal nie do wyrażenia słowami – to wtedy właśnie głos oddajemy dźwiękom i wtedy właśnie powstają arcydzieła.

Arcydzieło Brahmsa stoi dumnie w pierwszym szeregu osiągnięć ludzkości, ramię w ramię z Requiem Mozarta, Verdiego, czy Brittena. Nie jest to typowa missa pro defunctis, czyli łacińska msza za zmarłych z jej tradycyjną budową i liturgicznym układem części. Brahms – luteranin – wykorzystał jako tekst do swojego dzieła fragmenty Biblii luterańskiej, w języku niemieckim. Księga Psalmów, Księga Mądrości, Ewangelie, Listy św. Piotra czy Jakuba, Apokalipsa; wszystkie te źródła składają się na piękną, niezwykle poetycką mozaikę słów. Przytaczam ten tekst tutaj na dole (pod fotografią), za wydawnictwem festiwalu Chopin i jego Europa (link), ponieważ jak zawsze twierdzę, że idąc na koncert muzyki „ze słowami” należy te słowa rozumieć. Zakładam też, że nie każdy z nas włada biegle językiem niemieckim, a nawet jeśli – to zrozumieć biblijną poezję podaną w muzyce nie jest po prostu łatwo. Warto więc zawczasu, przed koncertem, rzucić okiem na fragmenty, o których Brahms myślał, które miał w głowie i sercu podczas pisania swojego Requiem.

Co ciekawe, moje osobiste „spotkania” z Brahmsem były różne, wcale nie jednoznacznie przyjacielskie od początku. Po pierwszych, powierzchownych szufladkach wczesnej szkoły (Brahms = „późny romantyzm”, „tańce węgierskie”, „jakieś sonaty i symfonie”) przyszedł czas na literaturę klarnetową na studiach i... niestety, wstyd się przyznać, tu trochę poległam. A nawet bardziej niż trochę. Język muzyczny Brahmsa okazał się dla mnie chyba zbyt bogaty, nie dotarł do mnie od razu i moje pierwsze wykonania obu przepięknych Sonat klarnetowych najchętniej zagrzebałabym w zakurzonych mrokach niepamięci. Były, niestety, po prostu straszne, tak jak straszne mogą być powierzchowne i płytkie wykonania arcydzieł aroganckiej młodej klarnecistki, przy prawie żadnym zrozumieniu muzyki. Brahms na długie lata skojarzył mi się z nadętym starym gniotem z jego późnej fotografii, z muzyką duszną, ciężką, męczącą i bez polotu (brrr, co za herezje! Wiem – ale to dopiero t e r a z wiem... O, durna młodości...). Dziś wiem już doskonale, że biedny Johannes był dla mnie taki, ponieważ to JA tak do niego podchodziłam i tak właśnie go grałam. Musiałam dopiero wyjechać do Kanady, żeby odkryć go dla siebie i tym razem uwielbić na zawsze i bezgranicznie.

Ale jakoś, co dziwne, Deutsches Requiem zawsze do mnie przemawiało, niezależnie od mojej prywatnej trudnej przyjaźni z kompozytorem. Przed Requiem trzeba po prostu schylić głowę, tutaj Brahms uderza nas w samo serce i jeszcze okręca z premedytacją ostrzem, żeby wejść głębiej, do samego dna. A zwłaszcza – zwłaszcza! – druga część. Tak, wiem, że pisząc o utworze powinnam zachować profesjonalny obiektywizm i omówić wszystkie części. Ale będę tutaj bezwstydnie stronnicza i powiem bez cienia skrupułów: druga część, proszę Państwa, to jest właśnie dla mnie kulminacja emocji w Deutsches Requiem. Znam ją na pamięć, w wielu wykonaniach; przy każdym wysłuchiwaniu Requiem z CD na tym fragmencie właśnie się skupiam najbardziej, zapadam się po prostu w ten cudowny, przejmujący marsz, w ten korowód sunący pomału, ale nieuchronnie w kierunku Przeznaczenia. Pamiętam, kiedyś dostałam od kolegi perkusisty w prezencie płytę z tym utworem w wykonaniu Chicago Symphony Orchestra, z Jamesem Levinem, Kathleen Battle i Håkanem Hagegårdem. Przepiękne wykonanie! Wysłuchaliśmy tego pierwszy raz wspólnie, a przyjaciel, rozemocjonowany, zwracał mi uwagę właśnie na tę boską drugą część i – no jakże by inaczej – partię kotłów tamże. „Posłuchaj, jak oni to p o m a ł u grają! Ty wiesz jak trudno jest wytrzymać nerwowo w takim tempie i utrzymać taką rewelacyjną miarowość?? Nie przyspieszyć ani na jotę! Przecież cała orkiestra, plus chór, opiera się tutaj na tym jednym perkusiście, jeśli on przyspieszy to cały efekt diabli wzięli. A on – nic. Trzyma puls, z żelazną konsekwencją, Posłuchaj, o tu – słyszysz?!”. Fakt, miał rację. To było jak bicie serca, miarowe, stateczne, pewne. Od tego czasu w każdym wykonaniu wsłuchuję się – poza całym kosmosem muzyki Brahmsa – właśnie w partię kotłów w drugiej części. To one „niosą” na sobie resztę muzyki. I idą dalej, w głąb przepięknego utworu, jednego z najcudowniejszych dzieł ludzkości.

W sobotę będziemy obcować z Absolutem.


fot. Alvise Valier


Johannes Brahms

Ein deutsches Requiem op. 45

Selig sind, die da Leid tragen

Niemieckie Requiem op. 45

Błogosławieni, którzy się smucą

Ewangelia wg św. Mateusza 5:4, Księga Psalmów 126: 5 – 6

Selig sind, die da Leid tragen,
denn sie sollen getröstet werden.

Die mit Tränen säen,
werden mit Freuden ernten.
Sie gehen hin und weinen
und tragen edlen Samen,
und kommen mit Freuden
und bringen ihre Garben.

Błogosławieni, którzy się smucą,
albowiem pocieszeni będą.

Którzy siali ze łzami,
Żąć będą z wykrzykaniem;
Tam i sam chodząc z płaczem
rozsiewa lud drogie nasienie,
ale zaś przyszedłszy z radością
znosić będzie snopy swoje.

Denn alles Fleisch ist wie Gras

Każde bowiem ciało jak trawa

1 List św. Piotra 1:24; List św. Jakuba 5:7; 1 List św. Piotra 1:25; Proroctwo Izajasza 35:10

Denn alles Fleisch ist wie Gras
und alle Herrlichkeit des Menschen
wie des Grases Blumen.
Das Gras ist verdorret
und die Blume abgefallen.

So seid nun geduldig, lieben Brüder,
bis auf die Zukunft des Herrn.
Siehe, ein Ackermann wartet
auf die köstliche Frucht der Erde
und ist geduldig darüber, bis er [empfahe]
den Morgenregen und Abendregen.

Aber des Herrn Wort bleibet in Ewigkeit.

Die Erlöseten des Herrn werden wieder kommen,
und gen Zion kommen mit Jauchzen;
ewige Freude wird über ihrem Haupte sein;
Freude und Wonne werden sie ergreifen
und Schmerz und Seufzen wird weg müssen.


Ponieważ wszelkie ciało jest jako trawa,
i wszelka chwała człowieka
jako kwiat trawy.
uwiędła trawa,
i kwiat jej opadł.

Przetoż, bracia! Bądźcie cierpliwymi
aż do przyjścia Pańskiego.
Oto oracz oczekuje
drogiego pożytku ziemi,
cierpliwie go oczekując,
Ażby otrzymał deszcze ranny i wieczorny,

Ale słowo Boże trwa na wieki.

Odkupieni Pańscy nawrócą się,
i przyjdą na Syon z śpiewaniem,
a wesele wieczne będzie na ich głowie;
radość i wesele otrzymają,
a żałość i smutek uciecze.
Herr, lehre doch mich
Objaw mi, Panie!

Księga Psalmów 39:5-8; Księga Mądrości 3:1

Herr, lehre doch mich,
daß ein Ende mit mir haben muß
und mein Leben ein Ziel hat,
und ich davon muß.

Siehe, meine Tage sind
einer Hand breit vor dir,
und mein Leben ist wie nichts vor dir.

Ach wie gar nichts sind alle Menschen,
die doch so sicher leben.

Sie gehen daher wie ein Schemen,
und machen ihnen viel vergebliche Unruhe;
sie sammeln und wissen nicht
wer es kriegen wird.

Nun Herr, wess soll ich mich trösten?
Ich hoffe auf dich.

Der Gerechten Seelen sind in Gottes Hand
und keine Qual rühret sie an.



Objaw mi, Panie,
jaki jest koniec mój,
jaka jest miara dni moich.
abym poznał, jak jestem znikomy.

Oto piędziami
wymierzyłeś dni moje,
a mój wiek jak nicość przed Tobą.

Marność jest każdy człowiek,
człowiek istniejący.

Zaprawdę przemija człowiek jak cień.
Nadaremnie tylko wrzawę czyni,
gromadzi, a nie wie,
kto zabierze.

A teraz czego mam się spodziewać, Panie?
Moja nadzieja spoczywa w Tobie.

A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga,
I nie dosięgnie ich męka.
Wie lieblich sind deine Wohnungen
Jak wdzięczne są przybytki Twoje

Księga Psalmów 84:1, 2, 5

Wie lieblich sind deine Wohnungen,
Herr Zebaoth!
Meine Seele verlanget und sehnet sich
nach den Vorhöfen des Herrn;
mein Leib und Seele freuen sich
in dem lebendigen Gott.
Wohl denen, die in deinem Hause wohnen,
die loben dich immerdar.


Jak wdzięczne są przybytki Twoje,
Panie Zastępów!
Spragniona jest i tęskni dusza moja
do przedsionków Pana,
serce i moje ciało krzyczą z radości
Bogu żywemu.
Szczęśliwi są, którzy mieszkają w Twoim domu.
Zawsze Ciebie wychwalać mogą.
Ihr habt nun Traurigkeit
Także i wy teraz doznajecie smutku

Ewangelia wg św. Jana 16:22; Ecclesiasticus 51:27; Proroctwo Izajasza 66:13

Ihr habt nun Traurigkeit;
aber ich will euch wieder sehen
und euer Herz soll sich freuen
und eure Freude soll niemand von euch nehmen.

Sehet mich an:
Ich habe eine kleine Zeit Mühe und Arbeit gehab
und habe großen Trost funden.

Ich will euch trösten,
wie Einen seine Mutter tröstet.


Także i wy teraz doznajecie smutku.
Znowu jednak was zobaczę,
i rozraduje się serce wasze,
a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać.

Patrzcie oczami:
mało się natrudziłem,
A znalazłem dla siebie wielki odpoczynek.

Jako ten, którego cieszy matka jego,
tak Ja was cieszyć będę.
Denn wir haben hie keine bleibende Statt
Nie mamy tutaj trwałego miasta

List do Hebrajczyków 13: 14; 1 List do Koryntian 15:51-55; Apokalipsa 4:11

Denn wir haben hie keine bleibende Statt,
sondern die zukünftige suchen wir.

Siehe, ich sage euch ein Geheimnis:
Wir werden nicht alle entschlafen,
wir werden aber alle verwandelt werden;
und dasselbige plötzlich, in einem Augenblick,
zu der Zeit der letzten Posaune.
Denn es wird die Posaune schallen,
und die Toten werden auferstehen unverweslich
und wir werden verwandelt werden.
Dann wird erfüllet werden
das Wort, das geschrieben steht:

Der Tod ist verschlungen in den Sieg.
Tod, wo ist dein Stachel?
Hölle, wo ist dein Sieg?
Herr, du bist würdig zu nehmen
Preis und Ehre und Kraft
denn du hast alle Dinge geschaffen,
und durch deinen Willen haben sie
das Wesen und sind geschaffen.


Nie mamy tutaj trwałego miasta,
ale szukamy tego, które ma przyjść.

Oto ogłaszam wam tajemnicę:
nie wszyscy pomrzemy,
lecz wszyscy będziemy odmienieni.
W jednym momencie, w mgnieniu oka,
na dźwięk ostatniej trąby
- zabrzmi bowiem trąba -
umarli powstaną nienaruszeni,
a my będziemy odmienieni.
... Wtedy sprawdzą się
słowa, które zostały napisane:

Zwycięstwo pochłonęło śmierć.
Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo?
Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?
Godzien jesteś, Panie i Boże nasz,
odebrać chwałę i cześć, i moc;
boś Ty stworzył wszystko,
i dzięki Twej woli
istniało i zostało stworzone.
Selig sind die Toten
Błogosławieni są, którzy w Panu umierają

Apokalipsa 14:13

Selig sind die Toten,
die in dem Herrn sterben,
von nun an.

Ja der Geist spricht,
daß sie ruhen von ihrer Arbeit;
denn ihre Werke folgen ihnen nach.

Błogosławieni są,
którzy w Panu umierają
- już teraz.

Zaiste, mówi duch,
niech odpoczną od swoich mozołów,
bo idą wraz z nimi ich czyny.



przytoczenia wg Biblii Tysiąclecia, IV wydanie
 opr. tekstu polskiego Antoni Buchner