W tym tygodniu w Filharmonii
koncert będzie tylko jeden: w piątek. Będzie to także koncert honorujący
150-lecie urodzin Claude’a Debussy’ego, chociaż trudno nie zauważyć, że
jubileusz to jakby mało świeży, jako że dokładna data urodzin Debussy’ego przypada
na 22 sierpnia (1862 r.) a więc w pełni lata. Krakowska Filharmonia zamyka rok
kalendarzowy tegorocznym Jubilatem, ale z drugiej strony jakież to śliczne
zakończenie! Więc może przymknijmy oko na poślizgi czasowe i nacieszmy się po
prostu Francją z początków i ze środka XX wieku.
Jak zwykle w przypadku
kompozytorów znanych i uwielbianych powszechnie nie ma potrzeby pisać tutaj trywializmów
i powtarzać fakty wszystkim znane. Jak zwykle – staram się jedynie wyłapywać nieco
mniej popularne drobiazgi (chociaż i te będą oczywiste dla fachowców, ale jak
już ustaliliśmy – pisuję te przedkoncertowe notatki nie dla nich, a raczej dla „cywilnych”
melomanów). Warto zatem może przypomnieć, że Debussy, okrzyknięty już za życia „impresjonistą”
(i nazywany tak pełnym głosem po dzień dzisiejszy), sam nie cierpiał tej
etykietki. Był szalenie nowatorskim twórcą, szukającym nowych brzmień i
kolorów, był rewolucjonistą w wielu aspektach kompozycji; śmiały i otwarty
umysł. W jednym ze swoich listów tak komentował niefortunne próby klasyfikacji
jego stylu: Próbuję stworzyć ‘coś innego’
– jakieś odbicie rzeczywistości... co niektórzy imbecyle nazywają ‘impresjonizmem’.
Pojęcie to jest używane w niewyobrażalnie złym rozumieniu, zwłaszcza przez krytyków, którzy nie wahają się odnieść tego
terminu także do J.M.W.Turnera – najdoskonalszego twórcy tajemniczych efektów w
świecie sztuki.
Mieliśmy niedawno okazję
oglądać część prac Turnera w Muzeum Narodowym w Krakowie, możemy sobie zatem
wyobrazić do czego odnosił się Debussy. Z drugiej strony, trudno jest czasem
wdawać się w dyskusje znaczeniowe i etymologiczne, zwłaszcza jeśli chodzi o
język obcy. Czy „impresjonizm” faktycznie nie pasuje do Debussy’ego? I czy on
sam był, z drugiej strony, najlepszym autorytetem w kwestii zdefiniowania swojego
stylu? To zawsze aktualne pytania, jeśli
chodzi o artystów i krytyków: wyobrażenia jednych i fachową wiedzę oraz
definicje drugich.
Debussy szalenie wysoko cenił
sobie także wolność, w szerokim tego słowa rozumieniu, również w odniesieniu do
swojej twórczości. Próby jakiejkolwiek kontroli kwitował słowami: „Nic na to nie poradzę! Zbyt jestem przywiązany
do mojej wolności, zbyt sobie cenię moje własne pomysły.
Na symfoniczne Images (Obrazy) składają się trzy części, z czego środkowa sama w sobie ma
formę tryptyku. Powstały one w różnych latach, początkowo pomyślane jako utwór
na dwa fortepiany, ostatecznie złożone w cykl orkiestrowy w 1912 roku.
I. Gigues (1909-1912), oryginalnie zatytułowane Gigues tristes (smutne gigues), zawierają w sobie nutkę nostalgii za
Anglią (oraz nawiązanie do angielskiej piosenki ludowej „The Keel Row”)
II. Iberia (1905-1908), szalenie obrazowa i „malarska” część,
tryskająca hiszpańskimi kolorami i temperamentem. Jej „podczęści” to:
- Na ulicach i w zaułkach
- Zapachy nocy
- Świąteczny poranek
III. Wiosenne tance w kółku (1905-1909) – wykorzystujące dwie francuskie
ludowe piosenki, "Nous n'irons plus au bois" i "Do, do l'enfant
do".
Uzupełnieniem iskrzących,
wielobarwnych Obrazów Debussy’ego
będzie w piątek Gloria Francisa
Poulenca, utwór niemal pól wieku młodszy, jednak również bardzo „francuski” w
brzmieniu. Styl Poulenca jest jednak – rzecz jasna – zupełnie inny, bardziej może
„mozaikowy” od niezwykle spójnego w wyrazie Debussy’ego. Gloria napisana została na zamówienie Koussevitsky Foundation (Fundacji
Kusewickich) dla uhonorowania wielkiego rosyjskiego dyrygenta Sergiusza
Kusewickiego i jego żony Natalii. Jest to bodaj najbardziej znane dzieło
Poulenca (chociaż my, muzycy grający na instrumentach dętych znamy go i kochamy
zwłaszcza za prześliczne sonaty: na klarnet, na flet, na obój...), przeznaczone
na sopran solo, chór i orkiestrę. Tekst rzymsko-katolickiego hymnu Gloria jest zapewne znany większości
słuchaczy; jeśli nie z coniedzielnych mszy to chociażby ze słyszenia kiedyś w
życiu, w kościele lub na koncercie („Chwała na wysokości Bogu a na ziemi pokój
ludziom dobrej woli...”). Dla wygody podaję jednak tutaj tekst w oryginalnej wersji
łacińskiej (tak jak użył go Poulenc), ponieważ ja sama lubię mieć świadomość
dokładnego znaczenia słów wykorzystanych przez kompozytora, a nie zawsze da się
je wysłyszeć w śpiewie (zwłaszcza jeśli się nie zna łacińskiego oryginału na
pamięć). Poulenc rozbił tekst na sześć części, wydzielę je poniżej w tekście
grubszą czcionką. Dodam jeszcze tylko bardzo prywatnie, że wszyscy klarneciści
na sali (ci w orkiestrze i ci na widowni) będą czekali niecierpliwie na piątą
część, z solo sopranu. Tę cudowną, anielską muzykę kompozytor wykorzystał potem
w Sonacie na klarnet, w pierwszej i
drugiej części, a delikatne arabeski klarnetu pojawiające się tutaj jako
króciutkie muzyczne duszki, tam nabierają śmiałości i rozwijają się w całe
pajęczyny melodii. Kto nie zna Sonaty
Poulenca na klarnet niech sobie jej posłucha po koncercie na deser, to będzie
bardzo dobre kameralne uzupełnienie francuskiego wieczoru.
I. Glória
in excélsis Deo
et in terra pax homínibus bonae
voluntátis.
II. Laudámus te,
benedícimus te,
adorámus te,
glorificámus te,
grátias ágimus tibi propter
magnam glóriam tuam,
III. Dómine Deus, Rex cæléstis,
Deus Pater omnípotens.
IV. Dómine Fili Unigénite, Iesu Christe,
V. Dómine Deus, Agnus Dei, Fílius Patris,
qui tollis peccáta mundi,
miserére nobis;
qui tollis peccáta mundi, súscipe
deprecatiónem nostram.
VI. Qui sedes ad déxteram Patris, miserére nobis.
Quóniam tu solus Sanctus, tu
solus Dóminus, tu solus Altíssimus,
Iesu Christe, cum Sancto Spíritu:
in glória Dei Patris. Amen.
![]() |
| fot.: A.Valier |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz