środa, 19 grudnia 2012

Paryski szyk



W tym tygodniu w Filharmonii koncert będzie tylko jeden: w piątek. Będzie to także koncert honorujący 150-lecie urodzin Claude’a Debussy’ego, chociaż trudno nie zauważyć, że jubileusz to jakby mało świeży, jako że dokładna data urodzin Debussy’ego przypada na 22 sierpnia (1862 r.) a więc w pełni lata. Krakowska Filharmonia zamyka rok kalendarzowy tegorocznym Jubilatem, ale z drugiej strony jakież to śliczne zakończenie! Więc może przymknijmy oko na poślizgi czasowe i nacieszmy się po prostu Francją z początków i ze środka XX wieku.

Jak zwykle w przypadku kompozytorów znanych i uwielbianych powszechnie nie ma potrzeby pisać tutaj trywializmów i powtarzać fakty wszystkim znane. Jak zwykle – staram się jedynie wyłapywać nieco mniej popularne drobiazgi (chociaż i te będą oczywiste dla fachowców, ale jak już ustaliliśmy – pisuję te przedkoncertowe notatki nie dla nich, a raczej dla „cywilnych” melomanów). Warto zatem może przypomnieć, że Debussy, okrzyknięty już za życia „impresjonistą” (i nazywany tak pełnym głosem po dzień dzisiejszy), sam nie cierpiał tej etykietki. Był szalenie nowatorskim twórcą, szukającym nowych brzmień i kolorów, był rewolucjonistą w wielu aspektach kompozycji; śmiały i otwarty umysł. W jednym ze swoich listów tak komentował niefortunne próby klasyfikacji jego stylu: Próbuję stworzyć ‘coś innego’ – jakieś odbicie rzeczywistości... co niektórzy imbecyle nazywają ‘impresjonizmem’. Pojęcie to jest używane w niewyobrażalnie złym rozumieniu, zwłaszcza przez krytyków, którzy nie wahają się odnieść tego terminu także do J.M.W.Turnera – najdoskonalszego twórcy tajemniczych efektów w świecie sztuki.
Mieliśmy niedawno okazję oglądać część prac Turnera w Muzeum Narodowym w Krakowie, możemy sobie zatem wyobrazić do czego odnosił się Debussy. Z drugiej strony, trudno jest czasem wdawać się w dyskusje znaczeniowe i etymologiczne, zwłaszcza jeśli chodzi o język obcy. Czy „impresjonizm” faktycznie nie pasuje do Debussy’ego? I czy on sam był, z drugiej strony, najlepszym autorytetem w kwestii zdefiniowania swojego stylu?  To zawsze aktualne pytania, jeśli chodzi o artystów i krytyków: wyobrażenia jednych i fachową wiedzę oraz definicje drugich.
Debussy szalenie wysoko cenił sobie także wolność, w szerokim tego słowa rozumieniu, również w odniesieniu do swojej twórczości. Próby jakiejkolwiek kontroli kwitował słowami: „Nic na to nie poradzę! Zbyt jestem przywiązany do mojej wolności, zbyt sobie cenię moje własne pomysły.

Na symfoniczne Images (Obrazy) składają się trzy części, z czego środkowa sama w sobie ma formę tryptyku. Powstały one w różnych latach, początkowo pomyślane jako utwór na dwa fortepiany, ostatecznie złożone w cykl orkiestrowy w 1912 roku.
I. Gigues (1909-1912), oryginalnie zatytułowane Gigues tristes (smutne gigues), zawierają w sobie nutkę nostalgii za Anglią (oraz nawiązanie do angielskiej piosenki ludowej „The Keel Row”)
II. Iberia (1905-1908), szalenie obrazowa i „malarska” część, tryskająca hiszpańskimi kolorami i temperamentem. Jej „podczęści” to:
- Na ulicach i w zaułkach
- Zapachy nocy
- Świąteczny poranek
III. Wiosenne tance w kółku (1905-1909) – wykorzystujące dwie francuskie ludowe piosenki, "Nous n'irons plus au bois" i "Do, do l'enfant do".

Uzupełnieniem iskrzących, wielobarwnych Obrazów Debussy’ego będzie w piątek Gloria Francisa Poulenca, utwór niemal pól wieku młodszy, jednak również bardzo „francuski” w brzmieniu. Styl Poulenca jest jednak – rzecz jasna – zupełnie inny, bardziej może „mozaikowy” od niezwykle spójnego w wyrazie Debussy’ego. Gloria napisana została na zamówienie Koussevitsky Foundation (Fundacji Kusewickich) dla uhonorowania wielkiego rosyjskiego dyrygenta Sergiusza Kusewickiego i jego żony Natalii. Jest to bodaj najbardziej znane dzieło Poulenca (chociaż my, muzycy grający na instrumentach dętych znamy go i kochamy zwłaszcza za prześliczne sonaty: na klarnet, na flet, na obój...), przeznaczone na sopran solo, chór i orkiestrę. Tekst rzymsko-katolickiego hymnu Gloria jest zapewne znany większości słuchaczy; jeśli nie z coniedzielnych mszy to chociażby ze słyszenia kiedyś w życiu, w kościele lub na koncercie („Chwała na wysokości Bogu a na ziemi pokój ludziom dobrej woli...”). Dla wygody podaję jednak tutaj tekst w oryginalnej wersji łacińskiej (tak jak użył go Poulenc), ponieważ ja sama lubię mieć świadomość dokładnego znaczenia słów wykorzystanych przez kompozytora, a nie zawsze da się je wysłyszeć w śpiewie (zwłaszcza jeśli się nie zna łacińskiego oryginału na pamięć). Poulenc rozbił tekst na sześć części, wydzielę je poniżej w tekście grubszą czcionką. Dodam jeszcze tylko bardzo prywatnie, że wszyscy klarneciści na sali (ci w orkiestrze i ci na widowni) będą czekali niecierpliwie na piątą część, z solo sopranu. Tę cudowną, anielską muzykę kompozytor wykorzystał potem w Sonacie na klarnet, w pierwszej i drugiej części, a delikatne arabeski klarnetu pojawiające się tutaj jako króciutkie muzyczne duszki, tam nabierają śmiałości i rozwijają się w całe pajęczyny melodii. Kto nie zna Sonaty Poulenca na klarnet niech sobie jej posłucha po koncercie na deser, to będzie bardzo dobre kameralne uzupełnienie francuskiego wieczoru.

I.  Glória in excélsis Deo
et in terra pax homínibus bonae voluntátis.
II.  Laudámus te,
benedícimus te,
adorámus te,
glorificámus te,
grátias ágimus tibi propter magnam glóriam tuam,
III.  Dómine Deus, Rex cæléstis,
Deus Pater omnípotens.
IV.  Dómine Fili Unigénite, Iesu Christe,
V.  Dómine Deus, Agnus Dei, Fílius Patris,
qui tollis peccáta mundi, miserére nobis;
qui tollis peccáta mundi, súscipe deprecatiónem nostram.
VI.  Qui sedes ad déxteram Patris, miserére nobis.
Quóniam tu solus Sanctus, tu solus Dóminus, tu solus Altíssimus,
Iesu Christe, cum Sancto Spíritu: in glória Dei Patris. Amen.


fot.: A.Valier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz