czwartek, 22 listopada 2012

Iść czy nie iść? W sobotę Rachmaninow w Filharmonii!


Byłam ostatnio na koncercie w Filharmonii. I poza doświadczeniami czysto muzycznymi miałam także pewne przemyślenia teoretyczne... Ech, muszę przyznać, że nie jestem niestety miłośniczką drukowanych programów koncertowych. To znaczy inaczej: lubię właśnie ideę programu jako szansy podsunięcia słuchaczowi garści informacji na temat utworów wykonywanych na koncercie, natomiast szalenie rzadko zdarza mi się znaleźć takie programy, które faktycznie spełnią swoją rolę, to znaczy – zainteresują mnie utworem, wyjaśnią coś z genezy jego powstania, podrzucą ciekawe miejsca do zauważenia w trakcie słuchania, zwrócą uwagę na interesujący detal czy wyzwanie dla wykonawcy. Zazwyczaj – i nie mówię tu wyłącznie o programach Filharmonii Krakowskiej, ale o znakomitej większości programów koncertowych na świecie – dostaję zamiast tego mini-rozprawkę o muzycznej treści kompozycji („Koncepcja strukturalna pierwszej części odbiega wprawdzie od zwyczajowego allegro sonatowego, ale utrzymuje symultaniczne związki i napięcia dominantowo-toniczne z zabarwieniem modalnym i post-darmstadzkim...”), napisaną językiem ciężkim, napuszonym i bynajmniej nie zachęcającym do lektury. Rozprawki adresowane do nikogo, bo dla fachowców-muzyków są i tak zbyt banalne, a dla laików-melomanów tchną złowieszczym hermetyzmem. Ja sama, muzyk ostatecznie, i to całkiem wysoko akademicko wykształcony, z niechęcią i wysiłkiem przelatuję oczami po takiej twórczości. To nie jest coś, co chciałabym przeczytać przy kawie w Filharmonii, przed wieczornym sobotnim koncertem. Przeciętny meloman przychodzi odpocząć w pięknej atmosferze, nacieszyć się dźwiękami i sztuką, ale już niekoniecznie przychodzi na popisy elokwencji żargonowej muzykologów. 

Pomyślałam sobie zatem, że spróbuję wpisywać tutaj co jakiś czas niewielkie „notki przedprogramowe” przed koncertami w krakowskiej Filharmonii. Załóżmy, że moim znajomi, nie-muzycy (tak, proszę Państwa muzyków, mam również takich znajomych) będą się zastanawiali czy iść w tym tygodniu na koncert czy nie. Niechby sobie mogli tutaj zajrzeć i zobaczyć „co będzie”. Anons utworu z lekkim zarysem tła. Ja sama zawsze lubie wiedzieć dlaczego kompozytor napisał to czy owo, dlaczego tak a nie inaczej, co się wtedy działo naokoło niego... I bardzo lubię mieć przed sobą – albo przynajmniej widzieć wcześniej – tekst utworu, jeśli kompozycja jest akurat z tekstem. W dzisiejszych czasach genialnego Internetu, gdzie jest WSZYSTKO, znalezienie takich drobiazgów to tylko kwestia czasu, musi się tylko chcieć. A zatem mnie się jak na razie chce, więc zacznijmy od najbliższej soboty: Panie i Panowie, w najbliższą sobotę w Filharmonii będzie mozna usłyszeć „Nieszpory” op. 37 Sergiusza Rachmaninowa!

„Nieszpory” to nazwa skrócona, bardziej skrót myślowy (powszechnie zresztą stosowany). Pełny tytuł brzmi bowiem „Всенощное бдѣніе”, czyli “Całonocne czuwanie”, a utwór – na chór a capella (czyli sam, bez orkiestry) i dwójkę solistów (alt i tenor) wykorzystuje tekst liturgii prawosławnej, zaczerpnięty z Prymy, Jutrzni i Nieszporów. Piętnastoczęściowa kompozycja powstała błyskawicznie jak na tak monumentalne dzieło, w styczniu i lutym 1915 roku. Powiada się, ze jest to jedno z najpiękniejszych dzieł wokalnych Rachmaninowa, łączące cudowny styl śpiewu cerkiewnego z jego indywidualnym językiem muzycznym. Ciekawa rzecz nasuwa się także na myśl, kiedy patrzy się na ówczesną muzykę europejską: oto w 1912 roku powstaje „Księżycowy Pierrot” Arnolda Schoenberga, dzieło bardzo już „nowoczesne” i kompletnie atonalne, z melorecytacją solowego Sprechgesangu. W 1913 roku Igor Strawiński wystawia z kolei w Paryżu swoje „Święto wiosny”, obrazoburczy i skandaliczny balet wykraczające poza tradycyjne ramy. A tu w Moskwie Rachmaninow w dwa lata później (notabene w czasie piekła I wojny światowej...) przedstawia światu przepiękny koncert na chór, nie tylko że potraktowany całkiem jeszcze tradycyjnie w kwestii śpiewu to jeszcze czerpiący pełnymi garściami ze starej tradycji prawosławnej. I jest to utwór genialny, poruszający, mistyczny. Sam kompozytor mawiał, że chciałby aby piątą część „Czuwania” zaśpiewano na jego pogrzebie. Nie stało się tak niestety (Rachmaninow zmarł w 1943 roku w USA), ale przepiękna piąta część warta jest szczególnej uwagi. „Nyne otpushchayeshi raba Tvoyego Vladyko, po glagolu Tvoyemu s mirom; Yako videsta ochi moi spaseniye Tvoye...” („Boże, pozwól odejść w pokoju swojemu słudze, jako że widział on zbawienie Twoje...”). Wzruszającemu solo tenoru towarzyszy łagodne kołysanie chóru, a w zakończeniu pieśni pojawia się kolejny smaczek: najniższy dźwięk kompozycji, gdy basy schodzą w otchłanie dolnego B. 

To kolejna rzecz, na ktorą warto zwrócić uwagę i przygotować się na nią zawczasu moszcząc w fotelu: basy u Rachmaninowa. Kompozytor postawił przed chórem nie lada wyzwanie i mówi się, że jedynie rosyjskie gardła są w stanie zejść bezpiecznie w te piekielne rejony i następnie powrócić z nich cało. Nikolai Danilin, dyrygent prawykonania „Nieszporów”, kiedy zobaczył słynne zakończenie piątej części chwycił się ponoć za głowę i jęknął: „A gdzież ja znajdę takie basy?! Są równie rzadkie jak szparagi w grudniu”. Rachmaninow był jednak spokojny: „Znam głosy wieśniaków z mojej okolicy i wiedziałem dobrze czego mogę wymagać od rosyjskich basów!”. Warto zatem zwrócić teraz uwagę na basy krakowskie, ciekawe jak sobie poradzą z wyzwaniem... Wolę nie zagłębiać się w teorie spirytystyczne, które łączą rosyjskie zdolności wokalne ze stałym nawilżaniem strun głosowych hojnymi ilościami ostrych trunków, ale może my też mamy jakiś potencjał wśród naszych śpiewaków? Kto wie? Trzeba sprawdzić. 

Nie jest łatwo znaleźć w sieci tekst „Nieszporów” gotowy do zacytowania. Dla tych operujących językiem angielskim podaję jednak link do programu jednego z koncertów amerykańskiego stowarzyszenia Choral Arts z Waszyngtonu (TUTAJ – klick!), gdzie jest pełna wersja oryginalna, z tłumaczeniem na angielski. Ale i z rosyjskiego można się sporo domyśleć, więc tak czy inaczej polecam Państwu rzucenie okiem przed koncertem na piękne słowa starocerkiewnych modlitw. Ja sobie je wręcz wydrukuję. I posłucham wcześniej rosyjskiego wykonania na czarnej płycie, mam takie, tak, tak... Płyta przywieziona w zamierzchłych czasach jeszcze z Leningradu, wykonanie tamtejszego chóru im. Glinki z Wladyslawem Czernuszenko jako dyrygentem. Ale to ja, zakręcony i ciekawski muzyk, chcę sobie posłuchać różnych wykonań utworu i porównać je potem... Państwo po prostu idźcie do Filharmonii, na "Całonocne czuwanie". Coś mi się wydaje, że warto.

fot. Alvise Valier

5 komentarzy:

  1. Bardzo to ładnie napisane i cenna inicjatywa. Będę korzystał. Rachmaninowa mam kupioną w Moskwie Liturgię św Jana Chryzostoma. Może coś podobne? Wojciech

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, "Liturgia św. Jana Chryzostoma" jest ledwie dwa lata młodsza od "Nieszporów", to faktycznie właściwie jedna rodzina utworów. Kolejna przepiękna rzecz i znowu warta choćby kilku słów, ech, może kiedyś ją u nas też wykonają? Na razie obiecuję, że będę się starała pisać jakies drobiazgi przed koncertami Filharmonicznymi, a czasem może i przed innymi, kto wie? Można mi podpowiadać potrzeby... Jeśli czas pozwoli, oczywiście. Sama lubię wiedzieć różne detale przed koncertem, to i może jeszcze komuś się to przyda. Pozdrawiam i dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. W programie koncertu napisano, że V część grano jednak na pogrzebie Rachmaninowa. Te dwa słowa do wpisania są praktycznie nie do odczytania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, no właśnie, ja też to widziałam w niektórych źródłach, a znowu inne mówiły "wbrew pogłoskom - nie". Ciekawostka, jeszcze to posprawdzam w innych miejscach. Zawsze ciężko pisać o takich rzeczach, jeśli się samemu nie było na danym pogrzebie, ani się nie zna nikogo kto był... (i do tego świadomie zwrócił uwagę na muzykę...) Ale to właśnie jest potem ta frajda z wygrzebywania dokumentów i dokopywania się możliwie blisko prawdy. Swoją drogą pani Janicka-Słysz bardzo ładnie napisała w tym tygodniu o Rachmaninowie, no i był też tekst! Oby tak dalej.
    (a słowa niestety podaje Google, wiem że bywają diableskie do odcyfrowania...)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ot, i ciekawostka! Nie jestem specjalistką od Rachmaninowa, ale wygląda na to, że jednak moje źródło było bliższe prawdy niż p. Janickiej-Słysz. Z tego co widzę na razie wychodzi mi, że "pobieżne" źródła i artykuły opierają się na życzeniu Rachmaninowa i podają wykonanie 5 części Nieszporów na jego pogrzebie jako dokonane. Inne jednak (te, ktore mniej oczywiście wyskakują w wyszukiwarce...) podają ostrożniej "Rachmaninow m i a ł n a d z i e j ę , że wykonają...", albo wręcz potem: "Z przyczyn praktycznych nie udało się wykonać..." lub, cytując: "Rachmaninoff was particularly fond of this movement and wanted it at his funeral, but this wish was not granted because no place could be found for it in the funeral service." Mnie się jakoś bardziej wierzy właśnie w tę drugą wersję, bo bardzo mi to wygląda "życiowo", ale z drugiej strony za mało znam naprawdę naukowych źródeł, żeby to potwierdzić z całą pewnością. Ale ciekawostka się zrobiła interesująca!

    OdpowiedzUsuń