Byłam ostatnio na
koncercie w Filharmonii. I poza doświadczeniami czysto muzycznymi miałam także
pewne przemyślenia teoretyczne... Ech, muszę przyznać, że nie jestem niestety
miłośniczką drukowanych programów koncertowych. To znaczy inaczej: lubię
właśnie ideę programu jako szansy podsunięcia słuchaczowi garści informacji na temat
utworów wykonywanych na koncercie, natomiast szalenie rzadko zdarza mi się
znaleźć takie programy, które faktycznie spełnią swoją rolę, to znaczy –
zainteresują mnie utworem, wyjaśnią coś z genezy jego powstania, podrzucą
ciekawe miejsca do zauważenia w trakcie słuchania, zwrócą uwagę na interesujący
detal czy wyzwanie dla wykonawcy. Zazwyczaj – i nie mówię tu wyłącznie o
programach Filharmonii Krakowskiej, ale o znakomitej większości programów
koncertowych na świecie – dostaję zamiast tego mini-rozprawkę o muzycznej
treści kompozycji („Koncepcja strukturalna pierwszej części odbiega wprawdzie
od zwyczajowego allegro sonatowego, ale utrzymuje symultaniczne związki i
napięcia dominantowo-toniczne z zabarwieniem modalnym i post-darmstadzkim...”),
napisaną językiem ciężkim, napuszonym i bynajmniej nie zachęcającym do lektury.
Rozprawki adresowane do nikogo, bo dla fachowców-muzyków są i tak zbyt banalne,
a dla laików-melomanów tchną złowieszczym hermetyzmem. Ja sama, muzyk
ostatecznie, i to całkiem wysoko akademicko wykształcony, z niechęcią i
wysiłkiem przelatuję oczami po takiej twórczości. To nie jest coś, co
chciałabym przeczytać przy kawie w Filharmonii, przed wieczornym sobotnim koncertem.
Przeciętny meloman przychodzi odpocząć w pięknej atmosferze, nacieszyć się
dźwiękami i sztuką, ale już niekoniecznie przychodzi na popisy elokwencji
żargonowej muzykologów.
Pomyślałam sobie
zatem, że spróbuję wpisywać tutaj co jakiś czas niewielkie „notki przedprogramowe”
przed koncertami w krakowskiej Filharmonii. Załóżmy, że moim znajomi, nie-muzycy
(tak, proszę Państwa muzyków, mam również takich znajomych) będą się
zastanawiali czy iść w tym tygodniu na koncert czy nie. Niechby sobie mogli
tutaj zajrzeć i zobaczyć „co będzie”. Anons utworu z lekkim zarysem tła. Ja
sama zawsze lubie wiedzieć dlaczego kompozytor napisał to czy owo, dlaczego tak
a nie inaczej, co się wtedy działo naokoło niego... I bardzo lubię mieć przed
sobą – albo przynajmniej widzieć wcześniej – tekst utworu, jeśli kompozycja
jest akurat z tekstem. W dzisiejszych czasach genialnego Internetu, gdzie jest
WSZYSTKO, znalezienie takich drobiazgów to tylko kwestia czasu, musi się tylko
chcieć. A zatem mnie się jak na razie chce, więc zacznijmy od najbliższej
soboty: Panie i Panowie, w najbliższą sobotę w Filharmonii będzie mozna
usłyszeć „Nieszpory” op. 37 Sergiusza Rachmaninowa!
„Nieszpory” to nazwa
skrócona, bardziej skrót myślowy (powszechnie zresztą stosowany). Pełny tytuł
brzmi bowiem „Всенощное бдѣніе”, czyli “Całonocne
czuwanie”, a utwór – na chór a capella (czyli sam, bez orkiestry) i
dwójkę solistów (alt i tenor) wykorzystuje tekst liturgii prawosławnej, zaczerpnięty
z Prymy, Jutrzni i Nieszporów. Piętnastoczęściowa kompozycja powstała błyskawicznie jak na tak monumentalne
dzieło, w styczniu i lutym 1915 roku. Powiada się, ze jest to jedno z najpiękniejszych
dzieł wokalnych Rachmaninowa, łączące cudowny styl śpiewu cerkiewnego z jego
indywidualnym językiem muzycznym. Ciekawa rzecz nasuwa się także na myśl, kiedy
patrzy się na ówczesną muzykę europejską: oto w 1912 roku powstaje „Księżycowy
Pierrot” Arnolda Schoenberga, dzieło bardzo już „nowoczesne” i kompletnie
atonalne, z melorecytacją solowego Sprechgesangu. W 1913 roku Igor
Strawiński wystawia z kolei w Paryżu swoje „Święto wiosny”, obrazoburczy i
skandaliczny balet wykraczające poza tradycyjne ramy. A tu w Moskwie
Rachmaninow w dwa lata później (notabene w czasie piekła I wojny światowej...) przedstawia
światu przepiękny koncert na chór, nie tylko że potraktowany całkiem jeszcze
tradycyjnie w kwestii śpiewu to jeszcze czerpiący pełnymi garściami ze starej
tradycji prawosławnej. I jest to utwór genialny, poruszający, mistyczny. Sam
kompozytor mawiał, że chciałby aby piątą część „Czuwania” zaśpiewano na jego
pogrzebie. Nie stało się tak niestety (Rachmaninow zmarł w 1943 roku w USA),
ale przepiękna piąta część warta jest szczególnej uwagi. „Nyne otpushchayeshi raba Tvoyego Vladyko, po
glagolu Tvoyemu s mirom; Yako videsta ochi moi spaseniye Tvoye...” („Boże,
pozwól odejść w pokoju swojemu słudze, jako że widział on zbawienie Twoje...”).
Wzruszającemu solo tenoru towarzyszy łagodne kołysanie chóru, a w zakończeniu
pieśni pojawia się kolejny smaczek: najniższy dźwięk kompozycji, gdy basy
schodzą w otchłanie dolnego B.
To kolejna rzecz,
na ktorą warto zwrócić uwagę i przygotować się na nią zawczasu moszcząc w
fotelu: basy u Rachmaninowa. Kompozytor postawił przed chórem nie lada wyzwanie
i mówi się, że jedynie rosyjskie gardła są w stanie zejść bezpiecznie w te piekielne
rejony i następnie powrócić z nich cało. Nikolai Danilin, dyrygent prawykonania
„Nieszporów”, kiedy zobaczył słynne zakończenie piątej części chwycił się ponoć
za głowę i jęknął: „A gdzież ja znajdę takie basy?! Są równie rzadkie jak
szparagi w grudniu”. Rachmaninow był jednak spokojny: „Znam głosy wieśniaków z
mojej okolicy i wiedziałem dobrze czego mogę wymagać od rosyjskich basów!”. Warto
zatem zwrócić teraz uwagę na basy krakowskie, ciekawe jak sobie poradzą z
wyzwaniem... Wolę nie zagłębiać się w teorie spirytystyczne, które łączą
rosyjskie zdolności wokalne ze stałym nawilżaniem strun głosowych hojnymi
ilościami ostrych trunków, ale może my też mamy jakiś potencjał wśród naszych
śpiewaków? Kto wie? Trzeba sprawdzić.
Nie jest łatwo znaleźć
w sieci tekst „Nieszporów” gotowy do zacytowania. Dla tych operujących językiem
angielskim podaję jednak link do programu jednego z koncertów amerykańskiego stowarzyszenia
Choral Arts z Waszyngtonu (TUTAJ – klick!), gdzie jest pełna wersja oryginalna,
z tłumaczeniem na angielski. Ale i z rosyjskiego można się sporo domyśleć, więc
tak czy inaczej polecam Państwu rzucenie okiem przed koncertem na piękne słowa starocerkiewnych
modlitw. Ja sobie je wręcz wydrukuję. I posłucham wcześniej rosyjskiego wykonania
na czarnej płycie, mam takie, tak, tak... Płyta przywieziona w zamierzchłych
czasach jeszcze z Leningradu, wykonanie tamtejszego chóru im. Glinki z Wladyslawem
Czernuszenko jako dyrygentem. Ale to ja, zakręcony i ciekawski muzyk, chcę
sobie posłuchać różnych wykonań utworu i porównać je potem... Państwo po prostu
idźcie do Filharmonii, na "Całonocne czuwanie". Coś mi się wydaje, że warto.
![]() |
| fot. Alvise Valier |

Bardzo to ładnie napisane i cenna inicjatywa. Będę korzystał. Rachmaninowa mam kupioną w Moskwie Liturgię św Jana Chryzostoma. Może coś podobne? Wojciech
OdpowiedzUsuńOczywiście, "Liturgia św. Jana Chryzostoma" jest ledwie dwa lata młodsza od "Nieszporów", to faktycznie właściwie jedna rodzina utworów. Kolejna przepiękna rzecz i znowu warta choćby kilku słów, ech, może kiedyś ją u nas też wykonają? Na razie obiecuję, że będę się starała pisać jakies drobiazgi przed koncertami Filharmonicznymi, a czasem może i przed innymi, kto wie? Można mi podpowiadać potrzeby... Jeśli czas pozwoli, oczywiście. Sama lubię wiedzieć różne detale przed koncertem, to i może jeszcze komuś się to przyda. Pozdrawiam i dziękuję!
OdpowiedzUsuńW programie koncertu napisano, że V część grano jednak na pogrzebie Rachmaninowa. Te dwa słowa do wpisania są praktycznie nie do odczytania.
OdpowiedzUsuńTak, no właśnie, ja też to widziałam w niektórych źródłach, a znowu inne mówiły "wbrew pogłoskom - nie". Ciekawostka, jeszcze to posprawdzam w innych miejscach. Zawsze ciężko pisać o takich rzeczach, jeśli się samemu nie było na danym pogrzebie, ani się nie zna nikogo kto był... (i do tego świadomie zwrócił uwagę na muzykę...) Ale to właśnie jest potem ta frajda z wygrzebywania dokumentów i dokopywania się możliwie blisko prawdy. Swoją drogą pani Janicka-Słysz bardzo ładnie napisała w tym tygodniu o Rachmaninowie, no i był też tekst! Oby tak dalej.
OdpowiedzUsuń(a słowa niestety podaje Google, wiem że bywają diableskie do odcyfrowania...)
Ot, i ciekawostka! Nie jestem specjalistką od Rachmaninowa, ale wygląda na to, że jednak moje źródło było bliższe prawdy niż p. Janickiej-Słysz. Z tego co widzę na razie wychodzi mi, że "pobieżne" źródła i artykuły opierają się na życzeniu Rachmaninowa i podają wykonanie 5 części Nieszporów na jego pogrzebie jako dokonane. Inne jednak (te, ktore mniej oczywiście wyskakują w wyszukiwarce...) podają ostrożniej "Rachmaninow m i a ł n a d z i e j ę , że wykonają...", albo wręcz potem: "Z przyczyn praktycznych nie udało się wykonać..." lub, cytując: "Rachmaninoff was particularly fond of this movement and wanted it at his funeral, but this wish was not granted because no place could be found for it in the funeral service." Mnie się jakoś bardziej wierzy właśnie w tę drugą wersję, bo bardzo mi to wygląda "życiowo", ale z drugiej strony za mało znam naprawdę naukowych źródeł, żeby to potwierdzić z całą pewnością. Ale ciekawostka się zrobiła interesująca!
OdpowiedzUsuń